To nie był zwykły błąd, to był wyrok wydany przez mróz i ludzkie emocje. 37-letnia Emilia została sama na środku pola, bez kurtki i telefonu, podczas gdy słupek rtęci wskazywał -15 stopni. Zamiast bezpiecznego powrotu do domu, czekała ją śmierć w ciemnościach. Teraz, gdy tragedia pod Włodawą stała się faktem, głos zabiera brat kobiety, ujawniając wstrząsające kulisy, o których nikt wcześniej nie mówił.
Dramatyczna noc na trasie Włodawa-Okuninka. Zostawił ją w różowej bluzie na siarczystym mrozie
Sceny jak z najgorszego koszmaru rozegrały się we wtorek, 6 stycznia 2026 roku około godziny 22:00. Na trasie do miejscowości Okuninka zaginięcie kobiety poprzedziła gwałtowna kłótnia małżeńska. Wzburzona Emilia kazała zatrzymać auto na wysokości stawów rybnych i wysiadła wprost w zimową otchłań.
Kobieta nie miała żadnych szans w starciu z pogodą. Ubrana była jedynie w granatowe spodnie jeansowe, różową bluzę oraz krótkie czarne kozaki. Nie miała na sobie kurtki, a co gorsza — zostawiła telefon w aucie, odcinając sobie drogę ratunku. Mąż odjechał, zostawiając ją samą. Gdy po chwili zawrócił, Emilii już nie było na drodze — wybrała ucieczkę w ciemność ośnieżonych pól, gdzie panował kilkunastostopniowy mróz.
Zdjęcia z poszukiwań zaginionej Emilii / Fot. KPP Włodawa
CZYTAJ TAKŻE: Tragedia tuż przed służbą. Sierżant Klaudia Nasiadko nie dojechała na komendę. Osierociła 8-letnią córeczkę
Wielka mobilizacja i bolesny koniec nadziei. Ciało w rzece
Kiedy ruszyły poszukiwania, służby robiły wszystko, by zdążyć przed czasem. W akcję zaangażowano ponad 100 osób, drony, quady i specjalistyczne psy tropiące. Przeszukano gigantyczny obszar 250 hektarów. Niestety, w niedzielę ziścił się najczarniejszy scenariusz.
Policja potwierdziła odnalezienie zwłok.
Dziś koło południa, w rejonie dopływu Tarasienki do Włodawki znaleziono ciało zaginionej
— przekazała Bożena Szymańska z włodawskiej policji.
Zdjęcia z poszukiwań zaginionej Emilii / Fot. KPP Włodawa
Brat Emilii przerywa milczenie. Dlaczego rodzina dowiedziała się dopiero o 7:30 rano?
W sieci zawrzało od spekulacji, a rodzina przeżywa horror. Oliwy do ognia dolał wymowny wpis brata zmarłej. Mężczyzna postanowił przerwać milczenie, sugerując, że oficjalna wersja wydarzeń wymaga doprecyzowania. Kluczowa jest tu przerażająca luka czasowa.
Brat ujawnił szokujący fakt: mimo że Emilia została sama na mrozie o 22:00, mąż poinformował rodzinę o dramacie dopiero następnego dnia rano. To prawie 10 godzin zwłoki!
O całej sprawie dowiedzieliśmy się od małżonka Emilii, który to wysadził ją po 22 na drodze 812 do Okuninki, koło jeziora Lipiniec 6 stycznia, o godzinie **7.30 rano** w dzień po zaginięciu.
Rodzina domaga się prawdy. Brat dodał tajemniczo:
W sprawie zaginięcia Emilii — wciąż pojawiają się jakieś dziwne informacje... Postanowiłem, że potrzebne jest sprostowanie
Mąż ma status świadka, prokuratura bada surowy artykuł. Czy tej tragedii można było uniknąć?
Śledczy nie traktują tej sprawy jako nieszczęśliwego wypadku bez udziału osób trzecich. Prokuratura natychmiast wszczęła postępowanie w kierunku art. 160 Kodeksu karnego. Przepis ten mówi jasno o narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Sytuacja prawna męża jest analizowana.
Postępowanie prowadzone jest w sprawie. Mąż kobiety ma status świadka. Już wcześniej przeprowadzono z nim czynności
— informuje podinspektor Szymańska.
Czy kłótnia i pozostawienie żony bez ciepłego ubrania na pustkowiu zostaną uznane za przestępstwo? Tragedia pod Włodawą pozostawia po sobie nie tylko ból, ale i serię pytań, na które odpowiedź musi znaleźć prokurator.