Katarzyna Bujakiewicz, jedna z najbardziej lubianych polskich aktorek, przez lata czekała na oświadczyny. Gdy w końcu nadszedł ten moment, był daleki od romantycznej bajki z czerwonego dywanu. Prawda o jej zaręczynach "za piątaka" i ślubie w tajemnicy jest bardziej zaskakująca, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Fani Katarzyny Bujakiewicz przez lata wstrzymywali oddech, czekając na jej ślub z Piotrem Maruszewskim. Aktorka, znana z hitów "Na dobre i na złe" czy "Magda M", miała już z ukochanym córkę Aleksandrę, ale na jej palcu wciąż brakowało pierścionka. Presja była tak ogromna, że jej partner zaczął dostawać w internecie... pogróżki. W rozmowie z Izabelą Janachowską aktorka przyznała, że publiczne wyznanie o braku oświadczyn uruchomiło lawinę.
Wyznałam Agnieszce Jastrzębskiej, że nikt mi się w życiu nie oświadczył (...) No i zaczęła się nagonka na mojego męża, dostawał pogróżki na Facebooku. Dostawał po prostu propozycję zaręczyn
– wspominała rozbawiona Bujakiewicz.
scena z: Piotr Maruszewski, Katarzyna Bujakiewicz, SK:, , fot. Wojtalewicz Jarosław/AKPA
CZYTAJ TAKŻE: Franciszek Pieczka do końca nosił w sercu bolesną tajemnicę. Po śmierci żony przeżył kataklizm
"Masz, miejmy to za sobą". Tak wyglądały zaręczyny z pierścionkiem za 5 euro
Jego oświadczyny to gotowy materiał na antyporadnik dla zakochanych i prawdopodobnie najbardziej pozbawiony romantyzmu moment w historii polskiego show-biznesu. Po blisko siedmiu latach związku, przytłoczony presją, Piotr Maruszewski w końcu uległ. We Włoszech, popchnięty do działania przez córkę, która krzyknęła "Teraz!", rzucił w stronę aktorki pudełeczko ze słowami, które przeszły już do legendy.
Masz, miejmy to za sobą
– usłyszała aktorka.
Jakby rzucone od niechcenia "miejmy to za sobą" nie było wystarczającym policzkiem dla romantyczek, wisienką na torcie okazała się sama błyskotka. Zapomnijcie o diamentach od Tiffany'ego – to był pierścionek za 5 euro, kupiony na pierwszym lepszym targu. "Dał mi pierścionek zakupiony za pięć euro na targu" – śmiała się aktorka. Całą sytuację ratuje fakt, że zapobiegliwa teściowa już dawno przewidziała scenariusz i wcześniej wręczyła Katarzynie rodowy pierścień, wiedząc, że jej syn o nim zapomni. I nie myliła się.
instagram.com/k-bujakiewicz
Ślub w tajemnicy nawet przed własną córką. "Wszystko było po naszemu"
Po tak kuriozalnych zaręczynach na ślub trzeba było poczekać. Ale gdy decyzja zapadła, Piotr Maruszewski wziął sprawy w swoje ręce w typowy dla siebie, męski sposób: krótko i na temat. Pewnego dnia po prostu oznajmił żonie:
Przyszedł mój mąż i mówi, że bierzemy ślub 10 marca.
Cała organizacja spoczęła na nim. Ceremonia w pięciogwiazdkowym ośrodku Grażyny Kulczyk była tak tajna, że do ostatniej chwili nie wiedziała o niej nawet ich córka.
Dzieci nie potrafią utrzymać żadnej tajemnicy i byłam przekonana, że ona powie koleżance w szkole, koleżanka powie mamie, mama powie mamie i wszyscy będą "dyskretni" bardzo, w tajemnicy, i to się rozejdzie...
– tłumaczyła Bujakiewicz. Para po torcie i obiedzie pożegnała gości i ruszyła w podróż do Kołobrzegu. Jak sama przyznaje, "wszystko było po naszemu".
scena z: Anna Przybylska, Katarzyna Bujakiewicz
SK: premiera filmu "Rh+", styczeñ 2005
fot. Zawada/AKPA
Smutna historia Anny Przybylskiej dała jej do myślenia. To dlatego powiedziała "tak"
I choć cała historia zaręczyn brzmi jak farsa, powód, dla którego aktorka ostatecznie stanęła na ślubnym kobiercu, jest poruszający i brutalnie prawdziwy. Decyzję przypieczętowała tragedia jej najbliższej przyjaciółki, nieodżałowanej Anny Przybylskiej. Bujakiewicz na własne oczy widziała, z jakimi problemami musiał mierzyć się Jarosław Bieniuk po śmierci partnerki, z którą nigdy nie wziął ślubu. To uświadomiło jej, że małżeństwo to nie tylko symbol, ale i praktyczne ułatwienie w najtrudniejszych życiowych sytuacjach.
Historia tego ślubu jest też taka, oprócz dziecka, że po śmierci Ani [Przybylskiej], jak wiem, że potem nie wiadomo co z wszystkim, oni też nie byli małżeństwem, oczywiście wszystko to rozwiązali, to prościej jest, jak ten mąż wchodzi do szpitala i mówi: "Jestem mężem"
– wyznała aktorka.
Ten jeden, rozdzierająco szczery i pragmatyczny argument, zrodzony z bólu po stracie przyjaciółki, okazał się ważniejszy niż wszystkie romantyczne gesty świata. To dlatego Katarzyna Bujakiewicz po latach w końcu powiedziała "tak".