Karol Nawrocki zaliczył potężną wizerunkową wpadkę. Na Jasnej Górze, pod okiem kamer, serdecznie witał się z człowiekiem, który budował potęgę gangu białostockich kiboli, propagował nazizm i czerpał zyski z prostytucji. Tłumaczenia o niewiedzy brzmią blado przy grubości sądowych akt Dragona. Jego kartoteka mrozi krew w żyłach!
Tajemnicze spotkanie i znikające nagrania
Miał być sukces wizerunkowy i bratanie się z ludem, wyszło rozpaczliwe gaszenie pożaru. Na początku stycznia, w blasku fleszy i przyklasztornej aurze, Karol Nawrocki wymieniał uściski dłoni z uczestnikami pielgrzymi. Wśród nich znalazł się Tomasz P. ps. Dragon. Panowie nie szczędzili sobie uprzejmości, a kamery wszystko rejestrowały.
Sielanka skończyła się w momencie, gdy internauci i dziennikarze rozpoznali w rozmówcy Karola Nawrockiego jedną z najmroczniejszych postaci białostockiego półświatka. Co ciekawe, nagrania wideo z tego "ciepłego przywitania" zaczęły w tajemniczych okolicznościach znikać z sieci dokładnie w chwili, gdy media zaczęły zadawać niewygodne pytania. Przypadek? W polityce rzadko bywają takie zbiegi okoliczności.
Sztabowcy stanęli przed murem. Jakub Banaszek w programie "Grafitti" próbował uciąć spekulacje:
Pan prezydent nie miał świadomości, nie miał informacji o sprawach prawnych tego pana
Tyle oficjalna linia obrony. Trudno jednak uwierzyć, że w dobie cyfryzacji służby sprawdzające otoczenie VIP-ów przegapiły człowieka, którego kartoteka jest powszechnie znana organom ścigania.

facebook.com/Nawrocki25
Kim jest Tomasz P.? Kartoteka „Dragona” przeraża
Oczyszczanie atmosfery to jedno, ale fakty są bezlitosne. Tomasz P. to nie jest drobny rzezimieszek, który ukradł batonik w sklepie. To recydywista z wyrokami za krew na rękach. Jego "kariera" to równia pochyła ku coraz brutalniejszym przestępstwom:
- 2006 (napaść na policjanta z bronią) – pierwszy głośny wyrok.
- 2008 (podżeganie do napadu ze skutkiem śmiertelnym) – sprawa, która wstrząsnęła lokalną społecznością.
- 2014 (zastraszanie świadków) – metoda na uciszanie tych, którzy chcieli mówić.
- 2024 (6 lat pozbawienia wolności) – nieprawomocny wyrok za 10 przestępstw, w tym kierowanie gangiem.
Skala działalności grupy, którą kierował "Dragon", była tak ogromna, że uzasadnienie wyroku Sądu Okręgowego w Białymstoku liczy aż 280 stron. Na ławie oskarżonych zasiadło 46 osób, a apelację złożyło aż 31 z nich. To pokazuje, że nie mieliśmy do czynienia z grupką kolegów, ale zorganizowaną strukturą, która trzęsła miastem.
Białostockie piekło: Od noża w plecach do hitlerowskich pozdrowień
Najbardziej szokujące jest jednak to, co kryje się pod płaszczykiem "kibicowania". Sąd bezlitośnie obnażył, w jaki sposób Tomasz P. budował swoją pozycję. Nie chodziło o sport, a o terror.
Sława Tomasza P. urosła w 2005 roku, kiedy to 19-letni kibic Jagiellonii został w drodze do szkoły brutalnie pobity i pchnięty nożem
– czytamy w uzasadnieniu sądu. Od noża w plecach droga wiodła prosto w objęcia skrajnych ideologii.
Gang pod wodzą "Dragona" łączył bandyterkę z propagowaniem nazizmu. Sąd wskazał wprost na:
Nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych i rasowych oraz popełnianie przestępstw z pobudek rasistowskich i narodowościowych
Wizerunek patrioty-pielgrzyma kłóci się nieco z ustaleniami śledczych, którzy zarzucili mu także udział w grupie czerpiącej zyski z prostytucji oraz werbowanie "bramkarzy" do agencji towarzyskich.