Edward Linde-Lubaszenko nie żyje. "Szef wszystkich szefów" odszedł tuż po ogłoszeniu emerytury

Edward Linde-Lubaszenko nie żyje. "Szef wszystkich szefów" odszedł tuż po ogłoszeniu emerytury

Edward Linde-Lubaszenko nie żyje. "Szef wszystkich szefów" odszedł tuż po ogłoszeniu emerytury

AKPA

To miał być czas zasłużonego odpoczynku po dekadach spędzonych na scenie i planie filmowym. Niestety, los napisał inny, tragiczny scenariusz. Edward Linde-Lubaszenko, legendarny aktor i pedagog, nie żyje. Zaledwie kilka miesięcy temu, w poruszającym wywiadzie, żegnał się z zawodem. Dziś Polska żegna jego. Odszedł w wieku 86 lat, zostawiając po sobie pustkę, której nie wypełni żaden inny "szef wszystkich szefów".

Reklama

Tragiczne wieści o śmierci aktora. Wzruszający gest syna

Smutna wiadomość obiegła media w niedzielę 8 lutego 2026 roku, paraliżując środowisko artystyczne. Informację o odejściu wybitnego artysty potwierdziła Polska Agencja Prasowa oraz rodzina. Jednak to wpis jego syna, Olafa Lubaszenki, wywołał największe poruszenie. Aktor opublikował na Instagramie czarno-białe zdjęcie ojca, żegnając go w najprostszych, a zarazem najbardziej bolesnych słowach:

Żegnaj, Tato

Choć przyczyna śmierci nie została podana do publicznej wiadomości, odejście aktora jest szokiem. Edward Linde-Lubaszenko, mimo sędziwego wieku, słynął z żelaznej dyscypliny. Każdy dzień zaczynał od gimnastyki, dbając o sprawność fizyczną, której mogli mu pozazdrościć znacznie młodsi koledzy. Jeszcze niedawno wydawało się, że w doskonałej formie będzie cieszył się życiem na emeryturze.

"Szef wszystkich szefów" i ikona kina. Pomnik bez twarzy

Dla studentów krakowskiej szkoły teatralnej był profesorem i autorytetem. Ale dla milionów Polaków był przede wszystkim Krzysztofem Jarzyną ze Szczecina. To rola w kultowym "Poranku kojota" zapewniła mu nieśmiertelność w popkulturze. Jego charyzma była tak potężna, że Szczecin postanowił uhonorować fikcyjną postać... prawdziwym pomnikiem.

Na szczecińskiej Łasztowni stoi rzeźba, która jest ewenementem na skalę kraju. Co ciekawe, postać "szefa wszystkich szefów" nie ma twarzy aktora – artystki umieściły tam jedynie charakterystyczne okulary. Dzięki temu każdy fan może podejść, "wejść w buty" legendy i przez chwilę poczuć się jak boss.

Ale dorobek Edwarda Linde-Lubaszenki to nie tylko komedie. Widzowie zapamiętają jego wybitne kreacje w takich hitach jak brutalne "Psy", kultowe "Chłopaki nie płaczą" czy "Sztos". W każdym z tych filmów, nawet w mniejszej roli, kradł show swoją magnetyczną osobowością.

Edward Linde Lubaszenko w smokingu z elegancką laseczką scena z: Edward Linde-Lubaszenko, SK:, , fot. Gałązka/AKPA

Tajemnica nazwiska, cztery żony i niedoszła medycyna

Życie prywatne aktora było równie barwne, co jego role. Urodził się w Białymstoku, ale jego korzenie to gotowy materiał na film. Jego biologicznym ojcem był Julian Linde, Niemiec szwedzkiego pochodzenia. Prawdę o swoim pochodzeniu aktor odkrył bardzo późno – miał już niemal 18 lat, gdy dowiedział się, że wychowujący go Mikołaj Lubaszenko nie jest jego biologicznym tatą. To dlatego w 1991 roku zdecydował się na zmianę nazwiska na Edward Linde-Lubaszenko.

Mało kto wie, że zanim scena upomniała się o jego talent, planował zupełnie inną przyszłość. Przez trzy lata studiował medycynę we Wrocławiu. Ostatecznie jednak stetoskop zamienił na scenariusz, co wyszło na dobre całej polskiej kulturze. Aktor nie stronił też od uroków życia uczuciowego – był czterokrotnie żonaty, a jego syn Olaf Lubaszenko poszedł w ślady ojca, stając się jedną z najważniejszych postaci polskiego kina.

Edward Linde-Lubaszenko w garniturze AKPA

Ostatnie pożegnanie ze sceną. Odszedł mistrz

Los bywa przewrotny. Zaledwie dwa miesiące przed śmiercią, dokładnie 14 grudnia 2025 roku, Edward Linde-Lubaszenko gościł w programie "Dzień dobry TVN". To tam, na oczach milionów widzów, oficjalnie ogłosił zakończenie kariery aktorskiej. Chciał odpocząć. Nie zdążył nacieszyć się tym czasem.

Jego dziedzictwo jest jednak niepodważalne. Jako wieloletni wykładowca i dziekan w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie wychował pokolenia aktorów. Tytuł profesora otrzymał w 1991 roku z rąk prezydenta Lecha Wałęsy, a w 2024 roku został uhonorowany prestiżowym medalem Gloria Artis. Odszedł wielki artysta, ale legenda "szefa wszystkich szefów" pozostanie żywa na zawsze.

Edward Linde-Lubaszenko miał tysiące kochanek, a nadal mu mało! Zobacz galerię!
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama