Trzeci odcinek "Mam talent!" wywołał w sieci prawdziwą burzę, a wszystko za sprawą niespodziewanego obrotu spraw, który przyćmił występy regulaminowych uczestników. Choć polska edycja show w tym roku świętuje swoją "osiemnastkę", produkcja wciąż potrafi wywołać skandal, który deklasuje konkurencję i rozgrzewa fora dyskusyjne do czerwoności. To, co wydarzyło się po występie 14-letniego Sebastiana, internauci nazywają wprost "ustawką" i brakiem wyczucia.
Miał tylko kibicować bratu, a sam skradł show. "Mam talent!" deklasuje konkurencję
Polska edycja formatu "Mam Talent" wkracza w dorosłość i mimo upływu 18 lat, wciąż notuje wyniki, o których konkurencja może tylko pomarzyć. TVN programy rozrywkowe ma w małym palcu i bez trudu zostawia w tyle zarówno kabarety Polsatu, jak i "The Voice Kids", którego nowa odsłona nie budzi już takich emocji. Format po raz kolejny udowodnił, że granica między spontanicznością a reżyserią jest bardzo cienka, serwując widzom spektakl, w który nie wszyscy uwierzyli.
14-letni Sebastian Rąpel wszedł na scenę z nadzieją na swój moment chwały. Nastolatek z wdziękiem wykonał utwór "Umówiłem się z nią na dziewiątą" z repertuaru Eugeniusza Bodo, oczarowując jury. Nawet zmęczona jurorowaniem Julia Wieniawa nie kryła entuzjazmu, dając chłopakowi jedno z czterech "tak". Wszystko wskazywało na to, że to jego wieczór. Wtedy jednak do akcji wkroczył jego starszy brat.
22-letni Maksymilian Rąpel, siedzący teoretycznie jako widz, postanowił "spontanicznie" chwycić za mikrofon. Jego wykonanie trudnego utworu "Voilà" Barbary Pravi było tak perfekcyjne, że wielu widzów natychmiast nabrało podejrzeń. Trudno bowiem uwierzyć, że tak profesjonalny występ był dziełem przypadku, a nie precyzyjnym scenariuszem nastawionym na wywołanie sensacji.
Wyświetl ten post na Instagramie
Jan Pirowski nie wytrzymał. Kontrowersyjny Złoty Przycisk dla widza
To, co stało się chwilę później, wywołało w sieci lawinę komentarzy. Prowadzący Jan Pirowski odstawił prawdziwy show – wbiegł na stół jurorski i wcisnął złoty przycis, wysyłając "przypadkowego" wokalistę prosto do odcinków na żywo. Decyzja ta stała się najbardziej widowiskowym, a zarazem najbardziej dyskusyjnym momentem odcinka.
Podczas gdy studio tonęło w konfetti, półfinał Mam talent stał się faktem dla Maksymiliana. Tymczasem jego młodszy brat, który przeszedł oficjalną drogę castingową, został brutalnie zepchnięty na drugi plan. 14-letni Sebastian Rąpel, mimo czterech głosów na "tak", został potraktowany jak tło dla starszego brata i zamiast świętować, musi teraz drżeć o werdykt w kolejnych etapach, podczas gdy Maksymilian ma już zapewniony awans.
Internauci węszą ustawkę. "Czy każdy na widowni ma mikroport?"
Media społecznościowe nie kupiły tej historii. Sieć dosłownie zapłonęła od teorii spiskowych i głosów oburzenia. Kontrowersje w Mam talent sięgnęły zenitu, gdy widzowie zaczęli zadawać niewygodne pytania. Widzowie dopytywali złośliwie, czy teraz każdy na widowni ma podpięty profesjonalny mikroport, czekając na swoją kolej, by "przypadkiem" zaśpiewać.
"Moim zdaniem zachowanie starszego brata było bardzo nie fair. (...) Jak ten młody ma się teraz czuć? Ja czuję niesmak i to bardzo duży" - pisał jeden z internautów.
Komentujący nie zostawili suchej nitki na zachowaniu 22-latka, oskarżając go o egoizm i przyćmienie sukcesu młodszego brata.
"Bardzo słabe zagranie, młody przyćmiony bratem, który się 'wcisnął'" - czytamy w komentarzach.
"Słabe posunięcie w momencie, jak cała uwaga była skupiona na bracie, a on się odpalił na widowni" - zauważa inny widz.
"Zabrał mu chwilę radości i świętowania" - podsumowują fani.
Cała sytuacja pozostawia po sobie bardzo duży niesmak. W pogoni za słupkami oglądalności produkcja zdaje się zapominać, że po drugiej stronie stoją prawdziwe emocje – w tym przypadku 14-letniego dziecka, którego sukces został poświęcony na ołtarzu telewizyjnego show.