To była noc, której Hollywood długo nie zapomni! 98. ceremonia wręczenia Oscarów dostarczyła nam gigantycznych emocji i absolutnie niespodziewanych zwrotów akcji. Choć film "Grzesznicy" pobił historyczny rekord, zdobywając aż 16 nominacji, ostatecznie musiał uznać wyższość arcydzieła "Jedna bitwa po drugiej". Wiemy już, kto opuścił Dolby Theatre z uśmiechem, a kto musiał obejść się smakiem. Sprawdźcie, jak wyglądała ta niesamowita gala i kto dołączył do elitarnego grona laureatów!
Dominacja Paula Thomasa Andersona i "porażka" rekordzisty
Oscary zawsze wywołują ogromne emocje. Napięcie w Los Angeles można było kroić nożem, ale ostatecznie to Jedna bitwa po drugiej rozbił bank. Produkcja zdobyła sześć nagród, zgarniając przy tym prestiżowy tytuł za najlepszy film 2026. W obozie ekipy filmu "Grzesznicy" zapanował z pewnością wielki niedosyt, pomimo wspaniałego występu na tegorocznej gali. Dzieło, za które odpowiada Ryan Coogler, pobiło wprawdzie historyczny rekord szesnastu nominacji, ale ostatecznie w ręce twórców trafiły zaledwie cztery statuetki. Każdy oscarowy laur waży prawie cztery kilogramy, więc pocieszenie jest dosłownie ciężkie, ale to jednak Paul Thomas Anderson okazał się królem tego wieczoru.
Gospodarzem tej pełnej napięcia imprezy był niezawodny Conan O'Brien, który idealnie punktował absurdalne sytuacje i rozluźniał gęstą atmosferę. Jego błyskotliwe uszczypliwości jak zwykle trafiały w punkt, absolutnie nie oszczędzając nikogo na prestiżowej sali. Amerykański komik doskonale wiedział, jak rozbawić i jednocześnie lekko zszokować całą hollywoodzką śmietankę.
Wielkie dzięki dla Amy Madigan za perukę. Jestem Conan O'Brien i jestem ostatnim człowiekiem, który poprowadzi Oscary. W przyszłym roku będzie to po prostu robot. W zeszłym roku, kiedy prowadziłem ceremonię, Los Angeles płonęło. W tym roku wszystko idzie świetnie...
Wyświetl ten post na Instagramie
Aktorskie trzęsienie ziemi. Jordan detronizuje faworytów, Penn ignoruje Akademię
W kategoriach aktorskich nie brakowało potężnych wstrząsów, a największym z nich był bez wątpienia Michael B. Jordan, który błyskawicznie zdetronizował rywali. Aktor w pięknym stylu sprzątnął nagrodę sprzed nosa samemu Leonardo DiCaprio, a jego rola na zawsze przejdzie do historii. Wśród pań triumfowała fenomenalna Jessie Buckley, deklasując faworyzowaną Emmę Stone i odbierając statuetkę za produkcję "Hamnet". Co ciekawe, Sean Penn zdobył właśnie swojego trzeciego Oscara, ale kompletnie zignorował galę, wybierając ważny wyjazd do Ukrainy. Jako żartobliwy komentarz redakcyjny do jego nieobecności, chciałoby się w tym miejscu zacytować tylko jedno słynne, filmowe zdanie:
"Argo f*ck yourself."
Prawdziwą furorę zrobiła za to 75-letnia legenda, Amy Madigan, która w brawurowym stylu odebrała swoją pierwszą w życiu nagrodę. Odbierając prestiżową statuetkę za produkcję "Zniknięcia", udowodniła dobitnie, że dystans do siebie to absolutna podstawa w tym brutalnym biznesie. Jeszcze przed wejściem na główną salę aktorka niezwykle emocjonalnie opowiadała dziennikarzom o swojej silnej i bardzo zdeterminowanej bohaterce:
Nie spodziewaliśmy się tej nominacji jako ekipa i obsada. Nagle moja postać zrobiła duża szumu. Ona jest kobietą z misją, walczy o przeżycie
Z kolei ze sceny ta niesamowita artystka absolutnie rozbroiła całą publiczność. Jej zaskakująco szczere, pełne rewelacyjnego humoru wyznanie z pewnością przejdzie do legendy tej imprezy. Odbierając trofeum z nieskrywanym uśmiechem na twarzy, powiedziała do zgromadzonych gości:
Minęło 40 lat od poprzedniej nominacji. Coś się zmieniło. Zastanawiałam się wczoraj pod prysznicem co powiem. Goliłam nogi, a i tak założyłam spodnie
Warto w tym miejscu odnotować też przełomowy, absolutnie historyczny moment dla całej światowej branży filmowej. Po raz pierwszy w długich dziejach Akademii zdecydowano się wręczyć oficjalnego Oscara za najlepszy casting. Tę debiutującą na salonach statuetkę z wielką dumą odebrała Cassandra Kulukundis za skompletowanie wybitnej obsady do dzieła Paula Thomasa Andersona.
Polak ze statuetką! Wielka noc Maćka Szczerbowskiego
Polscy widzowie mieli tej nocy gigantyczne powody do szczerej radości, a wszystko to za sprawą naszych wybitnych rodaków. Nasz fenomenalny twórca, Maciek Szczerbowski, wspólnie z Chrisem Lavisem odebrali najważniejszą nagrodę branży za najlepszy krótkometrażowy film animowany! Ich głęboko poruszająca produkcja "The Girl Who Cried Pearls", opowiadająca o dziecięcym smutku zamienianym w cenne perły, całkowicie zachwyciła krytyków zza oceanu.
Ogromne, wręcz narodowe emocje budziła także zasłużona nominacja dla naszej wybitnej kostiumografki, Małgosi Turzańskiej. Choć Polka ostatecznie przegrała to starcie z mrocznym rozmachem filmu "Frankenstein", absolutnie nie ma najmniejszych powodów do wstydu. Jej olśniewająca obecność na czerwonym dywanie dobitnie udowodniła całemu światu, że polskie rzemiosło znajduje się w absolutnej branżowej elicie. Sama artystka nie kryła potężnych, w pełni uzasadnionych emocji związanych z tym wyjątkowym wydarzeniem:
Cały ten chaos i zamieszanie to jest coś, czego nigdy nie zapomnę
Polityczne manifesty i mroczny Nick Cave
Hollywoodzkie Oscary to nie tylko prestiżowe nagrody, ale też wspaniała moda i mocne, bezkompromisowe przekazy kierowane wprost ze sceny. Na czerwonym dywanie gigantyczną sensację wzbudzili muzyk Nick Cave i jego żona Suzie Cave, którzy zdecydowanie wyróżniali się na tle innych przybyłych gości. Zgrana para postawiła na stricte artystyczny klimat i zaprezentowała się w odważnych stylizacjach, z których biła niezwykle mroczna elegancja. Słynny artysta, nominowany wraz z Brycem Dessnerem za nastrojowy utwór "Train Dreams", brylował przed kamerami w swoim oszczędnym, całkowicie czarnym garniturze.
Ostatecznie to jednak polityczne i społeczne manifesty nadały tej filmowej nocy niezwykle poważnego ciężaru gatunkowego. Centralnym i zdecydowanie najmocniejszym punktem w tym aspekcie był potężny apel, jaki wygłosił ze sceny Pasza Talankin. Reżyser, odbierając zasłużoną nagrodę za swój głośny dokument "Pan nikt kontra Putin", całkowicie uciszył publiczność w teatrze. Skierował do wszystkich zgromadzonych oraz milionów widzów przed telewizorami niezwykle przejmujące słowa o trwającej wojnie:
Przez cztery lata patrzyliśmy w niebo, żeby przeleciały spadające gwiazdy i moglibyśmy pomyśleć życzenie. Są kraje, w których zamiast spadających gwiazd, spadają bomby i drony. W imieniu naszej przyszłości i naszych dzieci zatrzymajmy te wszystkie wojny. Teraz
Pełna lista zwycięzców (najważniejsze kategorie)
Emocjonująca ceremonia bez wątpienia dostarczyła nam wrażeń, które będziemy długo analizować i bardzo gorąco komentować. Poniżej prezentujemy najważniejsze i najbardziej dyskutowane werdykty mijającej nocy. Zrobiliśmy to, by znacząco ułatwić wam śledzenie tego, jak ostatecznie ukształtowali się tegoroczni zwycięzcy Oscarów. Sprawdźcie dokładnie, do kogo trafiły te najbardziej pożądane statuetki w topowych kategoriach:
- Najlepszy film: "Jedna bitwa po drugiej"
- Najlepsza reżyseria: Paul Thomas Anderson ("Jedna bitwa po drugiej")
- Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Michael B. Jordan ("Grzesznicy")
- Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Jessie Buckley ("Hamnet")
- Najlepszy aktor drugoplanowy: Sean Penn ("Jedna bitwa po drugiej")
- Najlepsza aktorka drugoplanowa: Amy Madigan ("Zniknięcia")
- Najlepszy casting: Cassandra Kulukundis ("Jedna bitwa po drugiej")
- Najlepszy film międzynarodowy: "Wartość sentymentalna"
- Najlepszy krótkometrażowy film animowany: "The Girl Who Cried Pearls"
- Najlepsza oryginalna piosenka filmowa: "Golden" ("K-popowe łowczynie demonów")
Gdy wnikliwie spojrzymy na to, jak prezentowali się zwycięzcy Oscarów ostatnie 15 lat, tegoroczny triumfator świetnie wpisuje się w to doborowe towarzystwo. Warto w ramach kinowego kontekstu przypomnieć, że w zeszłym roku triumfowała świetna "Anora", a dwa lata temu bezkonkurencyjny okazał się kultowy już "Oppenheimer". Czy najnowsze dzieło twórcy "Jednej bitwy po drugiej" zostanie z nami równie długo, czy może bardzo szybko o nim zapomnimy?