Katarzyna Dowbor, ikona polskiej telewizji, przeżywa obecnie ogromny kontrast emocjonalny. Z jednej strony świętuje triumfalny powrót do TVP jako prowadząca „Pytanie na śniadanie”, z drugiej strony w zaciszu domowym mierzy się z niewyobrażalnym dramatem. Gwiazda, która na ekranie zawsze zaraża uśmiechem i siłą, tym razem nie ukrywa łez. Wszystko przez tragiczną diagnozę kogoś, kto jest dla niej jak pełnoprawny członek rodziny. Katarzyna Dowbor potwierdziła smutne plotki, a jej słowa łamią serce.
„Walczymy o każdy dzień”. Dramatyczna diagnoza ukochanego Stefana
Niespełna trzyletni berneńczyk Stefan to absolutne oczko w głowie uwielbianej prezenterki. Niestety, u psa zdiagnozowano bardzo agresywny nowotwór kości u psa. Początkowo nic nie zapowiadało najgorszego – zwierzę po prostu zaczęło kuleć. Dopiero szczegółowy rezonans przyniósł druzgocące wieści, po których Katarzyna Dowbor natychmiast ruszyła do działania, by ratować czworonoga.
Jej ukochany pies znajduje się obecnie pod stałą opieką onkologa z Anglii. Katarzyna Dowbor wyznała w audycji Psiodcast RMF FM prowadzonej przez Karola Kosiorowskiego, że za Stefanem już wyczerpująca radioterapia u psa, a teraz trwa walka z użyciem chemii.
Walczymy. Łącznie z tym, że ja mam panią onkolog w Anglii. Jesteśmy już po radioterapii, w tej chwili mamy chemię. Rokowania są słabe. Jest to najgorsze, co może spotkać właściciela psa. Patrzeć na jego chorobę, na jego cierpienie. Na razie jeszcze nie cierpi, bo jest na silnych lekach przeciwbólowych. To jest dla mnie strasznie trudne
Skomplikowane leczenie onkologiczne psa wymaga niesamowitego nakładu czasu i pełnego zaangażowania. Dziennikarka regularnie kursuje po niezbędne leki, dbając, by zwierzę otrzymywało wszystko ściśle z harmonogramem.
Może pół roku, jak dobrze pójdzie, może trzy miesiące. Ale walczymy, walczymy. Ja jeżdżę co dwadzieścia dni po specjalny lek, zastrzyk dla niego. Jeżdżę po chemię, którą przywożę, bo on w tabletkach dostaje chemię. No i staram się, żeby, żeby był jeszcze szczęśliwy. Jeszcze przez chwilę. To najtrudniejsze.
Tygodnie walki o zdrowie czworonoga generują ogromne wydatki. Prezenterka nie może liczyć na żadne dofinansowanie – każda wizyta, każda tabletka i każdy zastrzyk to wydatek rzędu 100 procent, który pokrywa z własnych środków.
Leczenie nie jest refundowane, więc płacę 100 procent
Mimo heroicznych starań i wdrożenia nowoczesnych terapii, wyniki medyczne nie pozostawiają złudzeń. Lekarze są brutalni: Stefanowi mogą zostać tylko trzy miesiące życia. Dowbor jednak nie zamierza się poddawać i pragnie po prostu wykorzystać darowany im czas.
Nie ma takich pieniędzy, których bym nie wydała na leczenie jego. Ale szanse są słabe. Chcę, żeby ten czas, który jeszcze mamy wykorzystać jak najbardziej, jak najlepiej i żebyśmy po prostu mogli jeszcze trochę ze sobą być.
AKPA
Poruszające zachowanie psa. „Tak jakby mówił: bądź ze mną”
Więź, jaka łączy dziennikarkę z jej czworonogiem, jest absolutnie wyjątkowa. Katarzyna Dowbor urodziła się 7 marca 1959 roku w Warszawie, a wychowała w Toruniu, gdzie od najmłodszych lat uczyła się wrażliwości. Z wykształcenia jest pedagogiem i te wartości konsekwentnie przekłada na swoje życie. Jako uwielbiana prowadząca program Nasz Nowy Dom oraz matka dwójki dzieci – córki Marii i popularnego dziennikarza (znana powszechnie jako Maciej Dowbor matka) – zawsze uczyła najbliższych empatii oraz szacunku do słabszych.
Mam niespełna trzyletniego cudownego Stefana, który jest najukochańszym psem na świecie. Takiego przytulasa to ja chyba jeszcze w życiu nie miałam
Zwierzęta niezwykle intuicyjnie wyczuwają nadchodzący koniec i potrzebują wtedy wyjątkowego wsparcia. Choroba psa Katarzyny Dowbor sprawiła, że ten duży, trzyletni pies stał się jeszcze bardziej czuły i domaga się nieustannego kontaktu. Pies Stefan nie chce, by jego pani opuszczała dom, wyraźnie prosząc o jej obecność. Świadomość, że czworonóg pokłada w niej całą swoją psią nadzieję, jest dla prezenterki niesamowitym obciążeniem emocjonalnym.
Dla mnie to trudny czas. (…) On teraz chce strasznie pokazać mi najwięcej siebie. Przychodzi, aby go głaskać i przytulać. W ogóle zauważyłam, że nie lubi, gdy wychodzę z domu. Tak jakby mówił do mnie: bądź ze mną
Katarzyna Dowbor o bólu pożegnań. To nie jest jej pierwsza strata
Dla gwiazdy telewizji obecność zwierząt w domu to coś absolutnie naturalnego i wręcz niezbędnego do funkcjonowania. Omawiając temat Katarzyna Dowbor życie prywatne, nie można pominąć faktu, że tę wyjątkową miłość do czworonogów wyniosła z rodzinnego domu. Dziennikarka jest córką biologa i od dziecka wychowywała się wśród zwierząt, o które na co dzień dbał jej ojciec. W przeszłości żegnała już wielu ukochanych przyjaciół, w tym klacz Rodezję oraz liczne psy i koty.
Jestem córką biologa. Mój tata był naukowcem, biologiem i miał kompletnego fioła na punkcie zwierząt. U nas zawsze były psy, koty, ptaki, które leczył i wypuszczał na wolność
Każda kolejna strata jest tak samo bolesna, ale Katarzyna Dowbor wie, że bycie ze zwierzęciem w jego ostatnich chwilach to ostateczny sprawdzian człowieczeństwa. Bezradność wobec cierpienia czworonoga, który bezgranicznie ufa swojemu panu, bywa przytłaczająca.
Zawsze boli. Zwierzę, które jest chore, liczy na to, że ty go uzdrowisz, bo ty jesteś wielki, ty jesteś Bogiem, ty jesteś jego Panem
W najnowszych wypowiedziach (informacje o dramacie potwierdził także Super Express wywiad) dziennikarka głośno apeluje o prawa zwierząt. Domaga się obowiązkowej kastracji, powszechnego czipowania i uświadamia społeczeństwu, że domowy pupil to nie jest zabawka, którą można porzucić w chwili kryzysu.
Nie rozumiem tego. Jeżeli nie zaczmiemy walczyć o to, jestem absolutnie za tym, żeby walczyć o prawa zwierząt, bo to nie jest rzecz.
Człowiek jest dla swojego psa całym światem. Dlatego to naszą odpowiedzialnością jest walczyć o nie do końca, nawet wtedy, gdy to my będziemy musieli się pożegnać
Walka o każdy kolejny, spokojny dzień życia Stefana wciąż trwa. Choć serce pęka z bólu, Katarzyna Dowbor robi wszystko, co w jej mocy, by ostatnie chwile jej berneńczyka były pełne miłości i godności. Świadomość nieuchronnego pożegnania to najgorsze, z czym musi zmierzyć się opiekun, ale w tych najtrudniejszych momentach najważniejsza pozostaje po prostu bezwarunkowa obecność.
Możliwe, że będzie żył jeszcze tylko trzy miesiące. To bardzo trudne. To najukochańszy pies na świecie