Kora była ikoną, której odejście zostawiło gigantyczną wyrwę w sercach milionów Polaków. Po latach milczenia Kamil Sipowicz mówi wprost, jak wyglądały ostatnie minuty artystki w jej domu na Roztoczu. Jego wyznanie o walce z chorobą i nietypowym pożegnaniu wbija w fotel.
Kora przegrała walkę z rakiem jajnika. Kamil Sipowicz o starciu z systemem zdrowia
Niezapomniana Kora usłyszała druzgocącą diagnozę w 2013 roku. Okazało się, że to rozsiany rak jajnika z przerzutami do otrzewnej, co dla wielu brzmi jak wyrok. Kamil Sipowicz wyznał bez ogródek, że to nie była tylko medyczna próba sił, ale przede wszystkim bezwzględna walka z bezdusznym systemem. W rozmowie na antenie RMF FM zdradził, jak trudna była to przeprawa.
Kiedy ktoś słyszy diagnozę nowotworu, dostaje dwie złe wiadomości. Pierwszą, że jest chory. Drugą, że musi się zmierzyć z systemem
Mimo piętrzących się trudności udało im się zyskać bezcenny czas i przeżyć razem jeszcze pięć lat. Niestety, w lipcu 2018 roku artystka zmarła w swoim domu położonym na Roztoczu. Wdowiec opisał, kto towarzyszył jej w tym ostatecznym momencie, a jego słowa przyprawiają o gęsią skórkę.
Kiedy Kora odchodziła, trzymaliśmy się wszyscy za ręce. Byli przyjaciele, rodzina i zwierzęta. Byliśmy razem do końca
AKPA
Głęboka depresja Kamila Sipowicza. Po śmierci Kory uciekł z Polski
Po śmierci żony świat muzyka dosłownie runął w gruzach. Zamiast szukać ukojenia w kraju, wpadł w mroczny stan i zdecydował się na drastyczny krok. Kamil Sipowicz nie ukrywa, że zżerała go rozpacz, dlatego uciekł z Polski, przemierzając Hiszpanię, Francję i Portugalię. Włóczył się po Europie, by choć na chwilę zagłuszyć ból po ogromnej stracie.
Po śmierci Kory miałem bardzo głęboką depresję. Byłem w rozpaczy. Jeździłem przez Hiszpanię, Francję, Portugalię. Byłem w takim dziwnym stanie, jakby w transie. Szukałem czegoś, choć sam nie wiedziałem, czego. Osoba chora może umrzeć wcześniej, ale każdy z nas zmierza w tym samym kierunku. Ona po prostu jest bliżej mety
Prochy Kory trafiły do pięciu urn. Kamil Sipowicz wskoczył do jeziora, gdzie je rozsypano
Liderka Maanamu za życia wymykała się wszelkim schematom, dlatego jej pożegnanie również nie mogło być zwyczajne. Wdowiec poinformował, że szczątki żony podzielono aż na pięć urn i przekazano najbliższym. Rodzina i przyjaciele rozsypali je w miejscach, które artystka kochała najbardziej.
Rozdysponowałem je. Dostała je rodzina. Dostała siostra, synowie, przyjaciółka. Przyjaciółka rozsypała do Atlantyku, do Jeziora Wulpińskiego. My je wysypaliśmy na Roztoczu oczywiście. Jeszcze w kilka miejsc
To właśnie nad mazurskim jeziorem wydarzyło się coś, w co aż trudno uwierzyć. Mąż wokalistki przyznał, że wykonał gest, który natychmiast podzielił internautów na dwa obozy. Wskoczył prosto do wody, w której znajdowały się prochy jego ukochanej.
Wykąpałem się w tym jeziorze. (...) Wielu ludzi będzie uznawać mnie za wariata. (...) To było naturalne. Stałem na pomoście (...) i po prostu skoczyłem z tego pomostu do tej wody, i akurat były tam te prochy. Ja po jej śmierci byłem w strasznie dziwnym stanie
To wyznanie sprawiło, że w sieci dosłownie wrze, a komentarze kipią od emocji. Dla jednych ten skok to niezwykle poruszający akt desperacji mężczyzny, który stracił miłość życia. Inni z kolei nie gryzą się w język, nazywając to kompletnym szaleństwem, o czym zresztą sam muzyk doskonale wie. Niezależnie od społecznych ocen, ta sytuacja dobitnie pokazuje, jak niesamowita i silna była relacja tej dwójki.