Monika Olejnik nie kryła łez wzruszenia podczas historycznego meczu w Paryżu. 24-letnia Maja Chwalińska zapisała się na kartach historii jako pierwsza kwalifikantka, która awansowała do finału wielkoszlemowego French Open. Pokonując kolejne rywalki bez straty choćby jednego seta, zagwarantowała sobie grę o najwyższą stawkę. Z trybun dopingowali ją najbliżsi wraz z uwielbianą polską dziennikarką.
Historyczny wyczyn polskiej tenisistki w Paryżu
Czwartkowe zwycięstwo 24-latki to sukces absolutnie historyczny. Maja Chwalińska pokonała w półfinale Rosjankę Dianę Sznajder wynikiem 7:6, 6:4, zapewniając sobie upragnione miejsce w decydującym starciu. W drodze do tego wspaniałego triumfu nasza reprezentantka odprawiła z kwitkiem między innymi mistrzynię olimpijską Zheng Qinwen oraz znakomitą Diane Parry.
instagram.com/majachwalinska
Monika Olejnik kibicuje z Tomaszem Ziółkowskim w Paryżu
Ten gigantyczny sportowy sukces przyciągnął na korty French Open wiele znanych twarzy. Monika Olejnik, znana z miłości do biegania i niebotycznie drogich butów, tym razem postawiła na czyste, sportowe emocje. Wraz z partnerem Tomaszem Ziółkowskim wprost szalała z radości na trybunach, wspólnie z rodzicami młodej tenisistki celebrując awans.
Słynna dziennikarka natychmiast podzieliła się swoim ogromnym szczęściem w sieci. Monika Olejnik opublikowała w mediach społecznościowych nagranie, na którym widać czystą euforię w gronie najbliższych tenisistki. Do zamieszczonego wideo dodała krótki, ale niezwykle wymowny wpis.
Serial "Maja w Paryżu" szczęśliwie trwa! Maja ma moc. Tak! Tak! Maja Chwalińska w finale!
Przed Polką pozostał już tylko jeden, ten najważniejszy krok. Wielki finał turnieju Roland Garros zaplanowano na najbliższą sobotę na godzinę 15:00. Rywalką Polki będzie rozstawiona z numerem ósmym Rosjanka, Mirra Andriejewa.
instagram.com/monikaolejnik_official
Walka z depresją i kontuzje Mai Chwalińskiej
Czwartkowy triumf smakuje tym bardziej wyjątkowo, gdy przypomnimy sobie, przez co musiała przejść Maja Chwalińska w minionych latach. Jeszcze nie tak dawno kariera Polki stała pod ogromnym znakiem zapytania z powodu głębokiej depresji oraz bardzo bolesnej kontuzji nadgarstka. Młoda kobieta stoczyła wtedy tytaniczną walkę o powrót do zdrowia psychicznego i fizycznego.
Dramatyczne chwile rozegrały się również podczas dawnego wyjazdu na turniej do Argentyny. Właśnie podczas tego wyjazdu doszło u zawodniczki do poważnego uszkodzenia nerwu łokciowego. Sytuację skomplikowało nagłe zakażenie koronawirusem. Choroba nałożyła się na problemy z ręką i uwięziła tenisistkę w izolacji. Trener Jaroslav Machovsky w bardzo poruszających słowach relacjonował tamten mroczny okres z życia swojej podopiecznej.
Kiedy przyjechaliśmy, zaczęła mimo wszystko grać i... dostała covid. Zamknęli ją w izolacji. Mogliśmy ze sobą rozmawiać tylko przez okno. To wtedy powiedziała mi, że nie czuje trzech palców. Przestraszyłem się, bo początkowo myślałem, że to nic poważnego. Kiedy wróciła, chciała grać. Bolał ją łokieć, nie czuła trzech palców, więc rakieta wylatywała jej z ręki. To był dla niej cios.
Dziś, po wyrwaniu się z tego sportowego i osobistego piekła, 24-latka staje przed największą szansą w swojej karierze. Sobotni mecz na korcie centralnym będzie dla niej nie tylko walką o prestiżowe trofeum, ale przede wszystkim ostatecznym dowodem na to, że nigdy nie wolno się poddawać.