57-letni obywatel Ukrainy dopuścił się rażącego naruszenia prawa nad warszawskim jeziorkiem Balaton. Z popularnego zbiornika wyłowił ogromnego, blisko 20-letniego suma. Żywe zwierzę wywiózł w bagażniku, pozbawiając je wody. Służby zareagowały błyskawicznie na to bezduszne maltretowanie stworzenia. Sprawcę spotkały niezwykle surowe konsekwencje, a cała sytuacja zakończyła się szybką deportacją. Funkcjonariusze nie mieli żadnej litości dla tego brutalnego aktu.
Kłusownictwo i okrucieństwo wobec zwierząt na Gocławiu
Zatrzymany 57-letni obywatel Ukrainy dopuścił się rażącego naruszenia przepisów pod koniec maja na terenie stołecznej dzielnicy Warszawa Praga-Południe. Wraz z innym wędkarzem przebywał na rowerze wodnym na jeziorku Balaton Gocław, skąd wyłowili gigantyczny okaz. Zwierzę mierzyło od 173 do 183 centymetrów długości i ważyło blisko 40 kilogramów. Według szacunków ekspertów, ryba żyła w tym miejskim zbiorniku od około 20 lat.
Sposób potraktowania tak potężnej ryby wywołał stanowczy sprzeciw opinii publicznej. Złowiony okaz został bezlitośnie wciągnięty do bagażnika samochodu osobowego. Umieszczono go tam, gdy jeszcze żył. Następnie sprawca wywiózł zwierzę z miejsca zdarzenia na sucho, całkowicie pozbawiając je możliwości oddychania. Taki drastyczny transport bez dopływu tlenu to akt potężnego okrucieństwa wobec zwierząt, którym natychmiast musiały zająć się odpowiednie organy.
Trzeba pamiętać, że okres ochronny dla suma w Warszawie obowiązuje od 1 stycznia do 31 maja. Zdarzenie miało miejsce właśnie w tym wyznaczonym czasie, co bezpośrednio zakwalifikowało działanie jako kłusownictwo ryb. We wtorek 2 czerwca 2026 roku policja Warszawa VII przeprowadziła interwencję, która doprowadziła do ujęcia poszukiwanego obcokrajowca, podejrzanego o znęcanie się nad zwierzętami.
Możemy tutaj domniemywać, że będziemy mieć do czynienia z sytuacją, że mężczyzna ten złowił tę rybę w okresie ochronnym, kiedy sum podlegał ochronie i nie należało prowadzić odłowów. Możemy tutaj podejrzewać, że będziemy mieć do czynienia też ze znęcaniem się nad zwierzętami ze względu na przewożenie ryby bez dostępu do wody.
- podinsp. Joanna Węgrzyniak, Oficer Prasowy KRP Warszawa VII, przekazała tę informację w wypowiedzi dla portalu polsatnews.pl krótko po zatrzymaniu mężczyzny.
x.com/nexta_polska
Szybka reakcja służb: deportacja Ukraińca z Polski
Kolejne kroki w tej sprawie podjęto w trybie absolutnie natychmiastowym. Komendant stołecznej placówki natychmiast nakazał 57-latkowi opuszczenie kraju, co wiąże się z utratą prawa do legalnego pobytu. Błyskawiczna deportacja Ukraińca stanowiła jasną odpowiedź na łamanie polskich przepisów. Straż Graniczna nie zamierzała pobłażać za tak drastyczne maltretowanie stworzenia.
Po przeprowadzeniu niezbędnych czynności administracyjnych komendant placówki Straży Granicznej w Warszawie wydał 57-latkowi decyzję o zobowiązaniu do powrotu bez określenia terminu dobrowolnego wyjazdu. Jednocześnie orzeczono zakaz ponownego wjazdu na terytorium Polski oraz innych państw obszaru Schengen na okres 5 lat. Ze względu na charakter sprawy decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności.
- wyjaśnia mjr Dagmara Bielec, Rzeczniczka Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej.
Cała operacja wydalenia z kraju przebiegła niezwykle sprawnie. Jeszcze tego samego dnia, 3 czerwca, wyznaczeni funkcjonariusze doprowadzili mężczyznę pod ścisłą eskortą do przejścia granicznego w Dorohusku. Tam został on oficjalnie przekazany poza granice Rzeczypospolitej Polskiej. Za okrucieństwo wobec zwierzęcia spotkała go dotkliwa kara. Powrót do strefy Schengen zablokowano mu na pięć lat.
Łamanie prawa na terytorium Polski zakończyło pobyt 57-letniego obywatela Ukrainy w naszym kraju.
- Straż Graniczna podsumowała sprawę krótko w oficjalnym komunikacie.
instagram.com/andriy.gavryliv
CZYTAJ TAKŻE: Drobne na waciki za rajd w Tatrach? Internauci wściekli po śmiesznym mandacie, ale MSWiA wkracza do akcji!
Trend surowych kar. Głośna sprawa influencera znad Morskiego Oka
To nie pierwszy taki przypadek w ostatnim czasie, gdy lekceważenie polskich przepisów kończy się natychmiastowym wydaleniem z kraju. Niedawno głośno było o zagranicznym influencerze, który również został deportowany po złamaniu surowych regulacji obowiązujących nad Morskim Okiem. Służby wyraźnie pokazują, że nie mają zamiaru tolerować rażącego łamania prawa i wyciągają bezwzględne konsekwencje.
Osoby przebywające w Polsce, które decydują się na ignorowanie lokalnych zasad, muszą liczyć się z rygorystycznymi karami. Powyższe przykłady udowadniają, że organy ścigania działają błyskawicznie, a taryfy ulgowej po prostu nie ma. Złamanie przepisów to dziś pewna droga do natychmiastowej utraty prawa pobytu w naszym państwie.