Chwalińska łamiącym się głosem wyznała prawdę o porażce. "To nie przez kontuzję"

Chwalińska łamiącym się głosem wyznała prawdę o porażce. "To nie przez kontuzję"

Chwalińska łamiącym się głosem wyznała prawdę o porażce. "To nie przez kontuzję"

AKPA

Maja Chwalińska przeżyła ogromny dramat podczas pierwszej rundy Wimbledonu w meczu z Mananchayą Sawangkaew. Polska tenisistka prowadziła już 6:2 i 5:2, a upragniony awans był na wyciągnięcie ręki. Pechowe poślizgnięcie przy piłce meczowej i uraz kostki okazały się jedynie wstępem do prawdziwego dramatu – bolesnych skurczów, które sparaliżowały ciało zawodniczki.

Reklama

W skrócie:

  • Maja Chwalińska prowadziła w meczu pierwszej rundy Wimbledonu 6:2, 5:2 z reprezentantką Tajlandii.
  • W decydującym momencie tenisistka podkręciła staw skokowy, jednak to nie on był główną przyczyną porażki.
  • Zawodniczkę sparaliżowały potężne skurcze mięśni, które wynikały ze stresu i braku optymalnego przygotowania do turnieju.
  • Polka dokończyła spotkanie pomimo ogromnego bólu, uznając je za jeden z najtrudniejszych meczów w karierze.

Prowadzenie Mai Chwalińskiej i nagły zwrot akcji na Wimbledonie

Maja Chwalińska na korcie w Londynie prezentowała się początkowo fenomenalnie. Polka całkowicie kontrolowała przebieg wydarzeń w starciu z Mananchayą Sawangkaew, narzucając rywalce własne warunki gry. Tablica wyników pokazywała bezpieczne prowadzenie 6:2, 5:2 dla naszej reprezentantki. Podczas piłki meczowej, która miała przypieczętować awans, nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Maja poślizgnęła się na trawiastej nawierzchni i pechowo podkręciła staw skokowy.

Kibice zgromadzeni na trybunach zamarli, widząc grymas bólu na twarzy młodej tenisistki. Mimo szybkiej interwencji medycznej, zawodniczka nie zdołała już wrócić do swojej optymalnej dyspozycji. Z każdym kolejnym gemem spotkanie wymykało się spod kontroli. Walcząca z własnym ciałem Polka ostatecznie musiała uznać wyższość przeciwniczki z Tajlandii, żegnając się z marzeniami o drugiej rundzie.

Maja Chwalińska z managerem na Okęciu Na zdj.: Maja Chwalińska, Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA

Przyczyny porażki Mai Chwalińskiej i problemy ze skurczami mięśni

Wielu obserwatorów zakładało, że to właśnie uraz stawu skokowego ostatecznie przekreślił szanse na zwycięstwo w tym spotkaniu. Zauważono jednak, że w trakcie przerw medycznych fizjoterapeutka nie zajmowała się kostką, lecz intensywnie masowała uda polskiej tenisistki. Po przegranym meczu zawodniczka wyznała, że główną przyczyną jej problemów na korcie były w rzeczywistości niezwykle silne skurcze mięśni. To one całkowicie odebrały jej możliwość normalnego poruszania się i kontynuowania wymian.

"Skurcze, które tutaj mnie spotkały, nigdy mi się nie zdarzyły w takiej skali. Bardzo mnie ograniczyły" — przyznała Maja Chwalińska.

Załamanie fizyczne w kluczowym momencie spotkania miało głębsze podłoże niż sam wysiłek meczowy. Tenisistka przyznała, że jej problemy w końcowej fazie drugiej partii nie miały wyłącznie charakteru fizycznego. Wpłynął na nie ogromny stres potęgowany gwałtowną zmianą nawierzchni z mączki na trawę, a także bardzo intensywne tygodnie startów poprzedzające londyński turniej.

"Tak naprawdę już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze. Uważam, że to nie było czysto fizyczne, tylko złożyło się na to dużo rzeczy. Poza stresem i intensywnym czasem, także to, że nie odbyliśmy perfekcyjnego przygotowania do Wimbledonu" — Maja Chwalińska, tłumacząc przyczyny porażki na Wimbledonie.

Najtrudniejsza lekcja w karierze

Mimo ogromnego bólu i narastających ograniczeń motorycznych, Maja Chwalińska wykazała się niezwykłym sportowym charakterem. Zadeklarowała otwarcie, że absolutnie nie żałuje decyzji o dokończeniu tego trudnego starcia z urazem kostki. Jak sama przyznała ze łzami w oczach, o wiele bardziej bolałaby ją decyzja o skreczowaniu przed ostatnią piłką. Jej ogromny hart ducha mocno imponuje, nawet w obliczu tak dotkliwej, sportowej tragedii.

"Myślę, że to stres, zmiana nawierzchni oraz fakt, jak intensywnie wyglądały ostatnie tygodnie (...) Ale cóż... Nowe doświadczenie, jest to dla mnie jeden z najcięższych meczów w karierze. Popłaczę sobie chwilę i będzie OK" — mówiła wyraźnie poruszona Polka.

Te bolesne doświadczenia z pewnością zostawią ślad w pamięci naszej reprezentantki. Świadomość własnych ograniczeń i błędów w procesie treningowym to jednak niezwykle ważna lekcja na przyszłość. Fani głęboko wierzą, że po takich trudnych przejściach Maja wróci na kort o wiele silniejsza.

Książulo pokazał nową willę. Fani patrzą tylko na jeden szczegół nad schodami: "To już nie dom, to zamek!" [zdjęcia]
Źródło: instagram.com/ksiazulo
Reklama
Reklama