Joanna Kołaczkowska, uwielbiana artystka kabaretów Hrabi i Potem oraz serialu "Spadkobiercy", odeszła 17 lipca 2025 roku. Gwiazda do samego końca mierzyła się z bezlitosnym glejakiem, a bliscy ze sceny nie przestawali wierzyć w cud.
- Joanna Kołaczkowska zmarła w wieku 59 lat na glejaka mózgu
- Pierwsze objawy pojawiły się w kwietniu 2025 roku, gdy artystka skarżyła się na silne bóle głowy, zmęczenie oraz nietypową drażliwość
- Z powodu dramatycznej dezorientacji na scenie podjęto ostatecznie decyzję o przerwaniu trasy koncertowej kabaretu Hrabi
- W przeszłości gwiazda zmagała się z czerniakiem, co wywołało u niej kancerofobię i skłaniało do regularnych badań
Niepokojące objawy na próbach kabaretu Hrabi. Ogromne zmęczenie i ból głowy
Joanna Kołaczkowska przez wiele lat zachwycała publiczność niespożytą energią i charyzmą. Koledzy z kabaretu Hrabi postrzegali ją jako prawdziwego tytana pracy. Pierwsze niepokojące sygnały dotyczące jej pogarszającego się stanu zdrowia pojawiły się w kwietniu 2025 roku. Jak wspominała Beata Harasimowicz, 59-letnia Kołaczkowska skarżyła się na narastające zmęczenie. W tamtym czasie nie zostało to jednak potraktowane przez otoczenie jako poważny sygnał alarmowy.
Gdy doszły kolejne symptomy, sytuacja stała się poważna. Artystka przez ponad tydzień zmagała się z bardzo silnym, niezwykle dokuczliwym bólem głowy, który przypominał ciężką migrenę. Wspominając początkowe objawy, Dariusz Kamys opowiedział w listopadzie 2025 roku o niepokojących momentach za kulisami. Zaskoczenie wywołała jej decyzja o tym, by położyć się podczas przygotowań do występów.
Aśka rzuciła, że od tygodnia bardzo boli ją głowa. Niby nic wielkiego, ale ból był tak dokuczliwy, że zamiast uczestniczyć w próbach, poszła się położyć. To było coś niezwykłego, bo była w naszym zespole największym tytanem pracy. Zagraliśmy przedstawienie i jakoś poszło, ale ból głowy nie ustępował. Poza tym Aśka miała krótki lont, bardzo szybko się denerwowała
– wspominał Dariusz Kamys.
facebook.com/dariusz.kamys.9
Dramatyczne momenty podczas występów. Krótkie utraty świadomości na scenie
Mimo fizycznego cierpienia Joanna Kołaczkowska początkowo starała się nie rezygnować z obowiązków zawodowych. To właśnie na scenie zaczęły dziać się najtrudniejsze i najbardziej niezrozumiałe rzeczy. Wiosną u gwiazdy zaobserwowano krótkie utraty świadomości, a problemy neurologiczne stawały się widoczne gołym okiem.
W trakcie spektakli zdezorientowana artystka zaczęła powtarzać te same skecze w jednym przedstawieniu. Traciła również orientację co do miejsca, w którym aktualnie występowała. To przerażające zagubienie ostatecznie doprowadziło do odwołania i przerwania całej trasy koncertowej zespołu Hrabi.
Lopez, czyli Łukasz Pietsch, mówi za kulisami: Aśka, przecież to już było. Na jej twarzy odmalowało się zaskoczenie. W pewnym momencie zapytała: Gdzie my w ogóle jesteśmy? Co to za sala?
– opisywał Dariusz Kamys.
Historia medyczna Joanny Kołaczkowskiej i skutki operacji
Joanna Kołaczkowska już wcześniej mierzyła się z chorobą nowotworową, choć zdiagnozowany w 2025 roku glejak był zupełnie nowym, tragicznym rozdziałem. W trakcie ciąży z córką Hanną zdiagnozowano u niej czerniaka, którego udało jej się pokonać. To trudne doświadczenie pozostawiło jednak trwały ślad. Artystka przez lata zmagała się z silnym lękiem przed nawrotem nowotworu – kancerofobią – co skłaniało ją do regularnych i drobiazgowych badań profilaktycznych. To właśnie ten lęk trwał latami, a nie same objawy glejaka.
Lekarze zdecydowali się na operację nowotworu mózgu. Niestety, w jej wyniku u artystki pojawiła się afazja. Choroba odebrała gwieździe sceny kabaretowej głos – narzędzie, którym przez lata operowała z mistrzowską precyzją. Ta sytuacja diametralnie zmieniła sposób komunikacji gwiazdy ze światem zewnętrznym. W tych najtrudniejszych chwilach nie została jednak sama. Dariusz Kamys wraz z żoną i grupą przyjaciół przenieśli się do Warszawy, aby wspierać Joannę Kołaczkowską w trakcie walki z chorobą i pomagać w codziennej opiece.
Po operacji cierpiała na afazję, czyli zaburzenie mowy. Rzadko wypowiadała jakieś słowa. Porozumiewaliśmy się głównie spojrzeniem i krótkimi rozmowami
– wyznał Dariusz Kamys.