10-letnie dziecko walczy o życie po dramatycznym wypadku, do którego doszło w poniedziałek, 20 lipca 2026 roku, w Białce Tatrzańskiej. Wakacyjna podróż ulicą Kaniówka zakończyła się w rowie, a na pomoc rannemu pasażerowi natychmiast ruszył śmigłowiec.
- Śmigłowiec TOPR przetransportował ranne dziecko do specjalistycznego szpitala w Krakowie.
- Samochód zjechał z drogi, wpadł do rowu i uderzył w przydrożny przepust oraz w ogrodzenie.
- Kierująca autem kobieta była trzeźwa, a w zdarzeniu nie uczestniczył żaden inny pojazd.
- Droga w miejscu wypadku była całkowicie zablokowana przez służby jeszcze w godzinach popołudniowych.
Przebieg wypadku przy ulicy Kaniówka
10-letnie dziecko podróżowało autem, które z niewyjaśnionych przyczyn wypadło z trasy. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że kierująca pojazdem kobieta nagle straciła nad nim panowanie. Chwilę później rozegrał się prawdziwy dramat. Pojazd opuścił wyznaczony pas ruchu, wpadając prosto do przydrożnego rowu. Następnie uderzył w przepust wodny oraz w stojące nieopodal ogrodzenie jednej z posesji. Skutkiem tego zdarzenia były bardzo poważne obrażenia u najmłodszego pasażera. Słowa rzecznika zakopiańskiej policji, Romana Wieczorka, krótko podsumowują ten tragiczny moment.
Auto zjechało z drogi do rowu i uderzyło w płot
pexels.com
Akcja ratunkowa. Śmigłowiec TOPR zabrał poszkodowanego do krakowskiego szpitala
Na miejscu tragedii błyskawicznie pojawiły się odpowiednie służby, które ratowały życie poszkodowanego. Do akcji natychmiast zadysponowano zastępy strażaków z KP PSP w Zakopanem, a także druhów z OSP KSRG Białka Tatrzańska oraz OSP w Bukowinie Tatrzańskiej. Ich zadaniem było nie tylko zabezpieczenie zniszczonego samochodu, ale przede wszystkim fizyczne wsparcie działań ratowniczych w tych kluczowych, pierwszych minutach po zdarzeniu. Obrażenia 10-latka okazały się nader rozległe. Konieczna była pilna pomoc w specjalistycznej placówce medycznej. Z tego powodu zapadła decyzja o wezwaniu wsparcia z powietrza.
Śmigłowiec był jedyną szansą, by dziecko jak najszybciej trafiło pod opiekę specjalistów. Lądowanie maszyny w gęsto zabudowanym terenie górskiej miejscowości to zadanie wymagające ogromnej precyzji i koordynacji. Strażacy musieli sprawnie przygotować bezpieczne lądowisko, aby załoga mogła bezpiecznie przejąć małego pacjenta. Ratownicy przetransportowali rannego bezpośrednio do szpitala w Krakowie, gdzie czekał już w gotowości zespół lekarzy dyżurnych.
Trudne działania operacyjne i dochodzeniowe prowadzone na jezdni wymagały odpowiedniego czasu. Z tego względu trasa była całkowicie zablokowana. Utrudnienia w ruchu kołowym i obecność policyjnych techników utrzymywały się w tym miejscu jeszcze około godziny 17:42.
Ustalenia policji. Trzeźwość kierującej i brak innych pojazdów
Mundurowi pracujący na miejscu od razu przystąpili do szczegółowego wyjaśniania wszystkich okoliczności tej drogowej tragedii. Policjanci rutynowo sprawdzili trzeźwość siedzącej za kierownicą kobiety. Badanie alkomatem wykazało jednoznacznie, że w chwili zaistnienia incydentu nie znajdowała się ona pod wpływem alkoholu.
Funkcjonariusze sprawnie wykluczyli również scenariusz, w którym do utraty kontroli nad kierownicą mieliby przyczynić się inni uczestnicy ruchu. W wypadku nie brał udziału żaden inny pojazd. Rzecznik zakopiańskiej policji, Roman Wieczorek, uciął w tej kwestii wszelkie domysły, przedstawiając oficjalne stanowisko służb.
Inny pojazd nie przyczynił się do tego wypadku.
Odpowiednie organy będą w najbliższym czasie kontynuować czynności śledcze. Funkcjonariusze muszą ustalić, dlaczego dokładnie doszło do utraty panowania nad pojazdem, gromadząc ślady z jezdni i analizując uszkodzenia infrastruktury. Według informacji z poniedziałkowego popołudnia (stan na 20 lipca), lekarze w krakowskim szpitalu wciąż toczyli dramatyczną walkę o życie poszkodowanego pacjenta.