Anna Dymna to niekwestionowana legenda polskiego kina. Od lat udowadnia, że klasa i godność nie mają terminu ważności. Mimo wybitnych zasług i wielkiego zaangażowania w działalność charytatywną, aktorka wciąż musi mierzyć się z bezpardonowymi atakami na swój wygląd. Gwiazda starzeje się na oczach całej Polski i w przeciwieństwie do wielu koleżanek z branży, nie zamierza walczyć z upływającym czasem za wszelką cenę. Zamiast tego skupia się na tym, co naprawdę ważne.
- Anna Dymna wspomniała o bolesnym hejcie i listach, w których bywa wyzywana od „zapyziałych misiów”.
- Dzięki pracy przez dekadę po osiągnięciu wieku emerytalnego, artystka wypracowała sobie korzystniejsze świadczenie.
- Na planie serialu „Wielka woda” wymagała pięciogodzinnej charakteryzacji w piekielnym upale.
- Fundacja „Mimo Wszystko” jej autorstwa wspiera dorosłych z niepełnosprawnością oraz twórców w kryzysie.
Anna Dymna o hejcie i starzeniu się w blasku fleszy
Anna Dymna zagrała w swoim życiu dziesiątki kultowych ról, ale to wcale nie uchroniło jej przed najciemniejszą stroną popularności. Rola w filmie „Tylko strach” przyniosła jej prestiżowe Złote Lwy w Gdyni i otworzyła drogę do licznych spotkań z osobami zmagającymi się z problemem alkoholowym. Mimo artystycznych triumfów, proces starzenia w zawodzie aktorskim wiąże się z publiczną oceną wyglądu.
W zamian za artystyczny dorobek nie zawsze płyną pochwały – czasem musi czytać zatrważające wiadomości. Sama przyznaje, że trafiają do niej listy o okrutnej treści, w których nadawcy nie przebierają w słowach i piszą wprost: „Nie żryj tyle, zapyziały misiu”.
Wiele dojrzałych kobiet ze świata filmu po prostu wstydzi się wyjść na ulicę, bo panicznie boją się oceny swoich zmarszczek i dodatkowych kilogramów. Ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego bezlitosnego mechanizmu. Wie jednak, że stare kobiety są w polskim kinie prawdziwym skarbem – o ile oczywiście wciąż „coś ogarniają” i potrafią udźwignąć trudną rolę. Słynna aktorka spodziewała się tych trudności od samego początku kariery. Dlatego dziś nie rozpacza przed lustrem. Autentycznie cieszy się życiem i faktem, że nadal może coś zaoferować.
Fot. Niemiec/AKPA
Praca Anny Dymnej i rola w serialu Wielka woda
Dla ikony ekranu to właśnie praca na planie zdjęciowym stanowi najlepsze lekarstwo na nieubłagane przemijanie. Kiedy staje przed kamerą i oddaje się całkowicie zadaniu, fizyczny ból po prostu odpuszcza. Doskonałym przykładem jej aktorskiego poświęcenia była rola kobiety zmagającej się z chorobą Alzheimera w głośnym serialu „Wielka woda”.
Anna Dymna chciała, by jej postać była w pełni wiarygodna. Dlatego każdego dnia na planie znosiła wyczerpującą, pięciogodzinną charakteryzację. Jakby tego było mało, skomplikowane zdjęcia odbywały się w trakcie morderczych upałów, co dla każdego stanowiłoby kolosalny wysiłek. Tego typu wyzwania dają jej jednak fundamentalne poczucie, że jest komuś potrzebna i ma widzom wciąż wiele do opowiedzenia. Zamiast rozpaczać nad utraconą młodością, woli całkowicie zanurzyć się w wymagającą kreację. Czas na planie jest dla niej odskocznią i twardym dowodem na to, że prawdziwy talent broni się sam, niezależnie od metryki.
Emerytura Anny Dymnej i działalność fundacji Mimo Wszystko
Mimo bolesnych zaczepek, artystka wciąż pozostaje niesamowicie aktywna i ani myśli o zwalnianiu tempa. Zdecydowała się pracować o dekadę więcej, niż wymaga tego prawo emerytalne kobiet w naszym kraju. Taka przemyślana decyzja o opóźnieniu zasłużonego odpoczynku przyniosła jej bardzo wymierne korzyści finansowe. Obecnie pobierana przez nią emerytura jest wyższa niż pensja, którą otrzymywała wcześniej.
Pieniądze i role to jednak zaledwie wycinek świata tej niezwykłej kobiety. Od wielu lat z potężnym oddaniem prowadzi fundację „Mimo Wszystko”, którą osobiście powołała do życia. Organizacja ta niesie systemową pomoc dorosłym osobom z niepełnosprawnością intelektualną oraz ludziom ze świata sztuki, którzy niespodziewanie znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. Od 1 lipca podopieczni fundacji w Lubiatowie obsługują przyczepę gastronomiczną, serwującą między innymi hot dogi i gofry. Dzięki temu zdobywają praktyczne umiejętności i prawdziwe poczucie sprawczości. Założycielka fundacji udowadnia, że piękno to coś znacznie głębszego niż wyretuszowane zdjęcia z okładek magazynów.