Dominika Clarke, znana w sieci matka słynnych pięcioraczków z Horyńca, wpadła w niespodziewane tarapaty z prawem w egzotycznej Tajlandii. Celebrytka relacjonująca codzienne życie swojej licznej rodziny na wyspie Koh Lanta musiała z samego rana pomaszerować na lokalny posterunek policji. A wszystko przez krótkie wideo z przejażdżki, które wywołało w internecie prawdziwą burzę.
- Dominika Clarke opublikowała w sieci nagranie, na którym prowadzi tuk-tuka. W trakcie jazdy trzymała telefon w dłoni
- Jeden z internautów powiadomił drogą elektroniczną tajską policję. Zgłosił w mailu wykroczenie, które dostrzegł na filmie
- Matka pięcioraczków odwiedziła komisariat z dokumentami. Otrzymała grzywnę opiewającą na 500 batów
- W internecie wybuchła dyskusja. Internauci zaczęli podważać wersję wydarzeń przedstawianą przez influencerkę
Jazda tuk-tukiem z telefonem w ręku i oburzenie internautów
Dominika Clarke regularnie dzieli się w mediach społecznościowych barwnymi relacjami z życia swojej dużej rodziny pod palmami. Tym razem jednak niewinna w zamyśle publikacja przyniosła spore kłopoty. Na udostępnionym materiale wideo widać było, jak matka jedenastoosobowej rodziny prowadzi tuk-tuka, trzymając jednocześnie telefon w dłoni i rejestrując całą trasę.
W internecie zawrzało niemal natychmiast po publikacji materiału. Część internautów uznała takie zachowanie za skrajnie nieodpowiedzialne i stwarzające bezpośrednie zagrożenie w ruchu drogowym. Ludzie zwracali uwagę, że jednoczesne manewrowanie pojazdem i nagrywanie telefonem to prosta droga do wypadku, a nie powód do dumy.
facebook.com/dominikagawel
CZYTAJ TAKŻE: Dominika Clarke nie chce uczyć dzieci polskiego. Wyznała bez ogródek: "Niech żyją w błogiej nieświadomości"
Dominika Clarke przyznaje się do winy przed tajską policją
Krytyczne komentarze pod postem okazały się zaledwie preludium do dalszych kłopotów. Jeden z "życzliwych" obserwatorów, wiedziony obywatelskim obowiązkiem i zapewne chęcią urozmaicenia Dominice poranka, postanowił wysłać oficjalnego maila prosto do lokalnych służb. Gdy informacja o tym "uprzejmym donosie" dotarła do samej zainteresowanej, Dominika Clarke zobaczyła zdjęcie wysłanej wiadomości i poczuła przerażenie. Z iście filmowym dramatyzmem postanowiła oddać się w ręce sprawiedliwości, zanim ta zdąży pukać do jej drzwi.
Celebrytka już o świcie spakowała paszport oraz prawo jazdy i osobiście stawiła się na posterunku policji. Na miejscu pokazała funkcjonariuszom nagranie i zgłosiła swoje drogowe przewinienie. Początkowo próbowała rozmawiać po tajsku, ale ostatecznie skorzystała z tłumacza w telefonie, by wyjaśnić policjantom całą sytuację. Tajscy policjanci nałożyli na nią mandat w wysokości 500 batów, czyli w przeliczeniu około 56 złotych. Minimalną karę otrzymała ze względu na to, że sama zgłosiła się do mundurowych i bez wahania przyznała do winy. Dopiero po wizycie usunęła festiwal nagrań z jazdy tuk-tukiem.
facebook.com/dominikagawel
CZYTAJ WIĘCEJ: Dominika Clarke ujawniła koszty życia 13-osobowej rodziny w Tajlandii. Fani w szoku: "To fortuna!"
Niedługo później w sieci pojawił się obszerny wpis, w którym matka pięcioraczków publicznie posypała głowę popiołem:
Hejterzy mieli rację. Oddałam się w ręce policji. W nocy dostałam zdjęcie maila wysłanego na policję w sprawie mojego filmu (jazda tuk-tukiem) i przyznam, że mnie to przeraziło. Kiedy nagrywałam ten filmik, traktowałam go jak niewinną, śmieszną sytuację. Coś lekkiego, coś do pośmiania się. Ale kiedy przeczytałam tego maila, pierwszy raz spojrzałam na ten film oczami kogoś z zewnątrz. I wtedy dotarło do mnie jedno: hejterzy mieli rację. Popełniłam wykroczenie. I nie ma sensu tego wybielać, tłumaczyć ani obracać w żart
- napisała Dominika Clarke.
W opublikowanym nagraniu celebrytka dosadnie oceniła swoje postępowanie za kółkiem:
Filmik filmikiem, ale głupie zachowanie na drodze nie jest dobre, jest karygodne
- podsumowała Dominika Clarke.
Kontrowersje wokół wersji celebrytki i reakcje w sieci
Mimo publicznej skruchy i uregulowania mandatu emocje wśród obserwatorów wcale nie opadły. Pod postami zawrzało po raz kolejny. Dominika Clarke zasugerowała bowiem, że mandat otrzymała za jazdę bez kasku. Część internautów zakwestionowała tę wersję, twierdząc, że kara dotyczyła trzymania telefonu w dłoni i zarzucając influencerce eskalowanie sporu.
Dominika Clarke odniosła się do niegasnącej fali dociekliwości ze strony odbiorców:
Natomiast człowiek, który wiecie, donosi, sprawa się wyjaśnia, jest skrucha, są przeprosiny, a ten człowiek dalej nie jest usatysfakcjonowany, to ja już nie wiem
- skomentowała Dominika Clarke.
Egzotyczna codzienność potrafi dostarczyć tylu samo wrażeń, co wizyta w tajskim komisariacie. Jak widać, wystarczy jeden nieuważny filmik z wycieczkowej trasy, by z beztroskiego kierowcy tuk-tuka stać się bohaterem międzynarodowego zgłoszenia. Warto jednak zauważyć, że w Tajlandii nawet tak prozaiczna czynność jak poprawienie pudru przed spotkaniem z mundurowymi staje się istotnym elementem procedury karnej - bo w końcu na nagraniu z „pokuty” wszystko musi wyglądać idealnie.