Joanna Jabłczyńska postanowiła uciec od medialnego zgiełku i zaprezentowała fanom swoje ciało w drapieżnym wydaniu. Aktorka, która w ostatnim czasie stała się bohaterką głośnego skandalu obsadowego wokół kontynuacji kultowego filmu „Nigdy w życiu!”, opublikowała relację w skąpym bikini. Media sugerują, że to jej sposób na poradzenie sobie z emocjami po decyzji producentów.
- Joanna Jabłczyńska zapozowała na Instagramie w dwuczęściowym bikini. Gwiazda postawiła na drapieżny, tygrysi wzór
- Aktorka oficjalnie potwierdziła, że nie zagra dorosłej Tosi w nowej odsłonie kultowej produkcji
- Gwiazda wyznała, że czuje się oszukana, bo wcześniej ustalano z nią terminy i wysłano jej scenariusz
- W internecie powstała petycja fanów domagających się przywrócenia aktorki do obsady
Joanna Jabłczyńska w tygrysim bikini zachwyca figurą
Joanna Jabłczyńska doskonale wie, jak przyciągnąć uwagę internautów i podgrzać atmosferę, gdy w branży wieje chłodem. Gwiazda opublikowała na swoim profilu na Instagramie relację ze zdjęciami w kostiumie z drapieżnym motywem, z cienkimi ramiączkami. Kostium łączył wyraziste kolory czerwony i turkusowy, a odważne kadry natychmiast wywołały falę zachwytów nad nienaganną sylwetką celebrytki (stan na sierpień 2026 r.). W końcu tygrysi print to najlepszy wybór, gdy trzeba pokazać pazury producentom.
Media błyskawicznie powiązały publikację tych kadrów z próbą odreagowania emocji po zamieszaniu wokół obsady nowej odsłony hitu sprzed lat. Trudno o lepszy sposób na poprawę nastroju niż złapanie promieni słońca i pokazanie światu formy godnej pozazdroszczenia.
Joanna Jabłczyńska | instagram
Dlaczego Joanna Jabłczyńska nie zagra w kontynuacji „Nigdy w życiu!”?
W 2004 roku aktorka skradła serca widzów jako nastoletnia Tosia, córka Judyty granej przez Danutę Stenkę w filmie „Nigdy w życiu!”. Gdy ogłoszono prace nad powrotem do tej historii, fani byli pewni, że ponownie zobaczą ulubioną bohaterkę. Danuta Stenka ponownie wciela się w postać Judyty, jednak Jabłczyńska nie pojawi się na ekranie. Z nowej produkcji wyeliminowano także Joannę Brodzik.
Zmiany w obsadzie wymusiła też bolesna strata. Jan Frycz, który miał powtórzyć rolę Tomasza Kozłowskiego, zmarł 15 sierpnia 2026 roku. W rolę dorosłej Tosi w nowej ekranizacji ma z kolei wcielić się Agnieszka Żulewska.
Sprawa wywołała ogromne kontrowersje, gdy sama zainteresowana postanowiła opowiedzieć o kulisach rozmów. W rozmowie z Plejadą nie kryła rozgoryczenia:
Jest to dla mnie ogromny cios, niesprawiedliwość i cholernie mi jest ciężko się z tym pogodzić. Wiedziałam, że dzisiaj będę miała serię wywiadów i że to będę musiała przeżyć jeszcze raz, co przeżyłam kilka tygodni temu, kiedy się dowiedziałam o tym.
Producentka filmu Anna Wichłacz oświadczyła, że 10 czerwca 2026 roku odbył się oficjalny casting do roli Tosi z udziałem sześciu aktorek, w tym Jabłczyńskiej. Kilkanaście dni później, 17 czerwca, poinformowano ją o wyborze innej kandydatki. Sama aktorka relacjonowała te wydarzenia zupełnie inaczej na swoim profilu:
Mam scenariusz najnowszego filmu na swoim mailu. Byłam na spotkaniu z reżyserem. Były ze mną wstępnie ustalane terminy nagrań. Poznałam potencjalnego mojego partnera do grania w filmie, a następnie otrzymałam telefon, iż podmiot, który wykłada bardzo duże pieniądze na najnowszą produkcję, ma swoją kandydatkę na Tośkę. I tyle.
Joanna Jabłczyńska podsumowała całe zamieszanie z gorzką ironią:
Pewnie część z was podzieli moje zdanie, że tak robić nie można. Natomiast jak widać, produkcja uznała, »A właśnie, że tak«. Z tej cytryny lemoniady nie wycisnę.
Fani walczą o powrót dawnej odtwórczyni roli
Decyzja producentów wywołała spore poruszenie wśród miłośników kultowej komedii romantycznej. Widzowie nie wyobrażają sobie nowej części bez oryginalnej obsady, co szybko znalazło odzwierciedlenie w działaniach internautów.
W sieci ruszyła petycja pod hasłem „NIGDY W ŻYCIU nie zmieniaj aktora”. Podpisało się pod nią już blisko 200 osób. Choć machina produkcyjna ruszyła, fani wciąż dają wyraz swojemu niezadowoleniu, a sama gwiazda może liczyć na ich niezmienne wsparcie. Głos w sprawie zabrała nawet „królowa polskich seriali” Ilona Łepkowska, która przyznała, że zmiana obsady w takim momencie jest błędem wizerunkowym. Według scenarzystki, widzowie przyzwyczajeni do konkretnej twarzy mogą nie zaakceptować nowej wersji Tosi, nawet jeśli będzie ona „wybrana z castingu”. Trudno się dziwić - w końcu dla wielu Jabłczyńska nie grała Tosi, ona po prostu nią była.