36-letni polski turysta zginął w niedzielę rano w słowackich Tatrach Wysokich. Mężczyzna doznał obrażeń śmiertelnych w wyniku upadku z wysokości w rejonie Batyżowieckiej Próby pod Gerlachem. Towarzyszącego mu 40-letniego kolegę, pogrążonego w głębokim szoku, ratownicy Horskiej záchrannej služby ewakuowali śmigłowcem.
- 36-letni Polak zginął w tragicznym wypadku w górach w niedzielę, 13 września 2026 roku. Do zdarzenia doszło w rejonie Batyżowieckiej Próby
- Mężczyzna zmarł na miejscu po upadku z wysokości kilku metrów, co potwierdzili przybyli na miejsce ratownicy HZS
- Towarzyszący ofierze 40-latek był w głębokim szoku i ze względu na trudny teren musiał zostać ewakuowany przez śmigłowiec
- Ratownicy przetransportowali ciało zmarłego do Starego Smokowca i przekazali je lokalnej policji oraz lekarzowi
Akcja ratunkowa w rejonie Batyżowieckiej Próby
36-letni Polak wyruszył w stronę najwyższego szczytu Tatr wczesnym rankiem, jednak rutynowa wyprawa szybko zmieniła się w walkę o życie. Do tragicznego wypadku w górach doszło w wymagającym terenie Batyżowieckiej Próby, która stanowi jeden z najtrudniejszych odcinków podejściowych pod wierzchołek. Przypadkowy świadek zaalarmował służby jeszcze przed południem, dostrzegając turystę odpadającego od ściany.
Na pomoc poderwano załogę lotniczą ze słowackiej bazy. Śmigłowiec zabrał z podtatrzańskiej miejscowości dwóch ratowników, których opuszczono w pobliże poszkodowanego za pomocą wyciągarki pokładowej. Po dotarciu na miejsce goprowcy stwierdzili zgon mężczyzny, który runął ze skał na kamieniste podłoże.
Słowaccy ratownicy opisali przebieg interwencji:
Rankiem 13 września 2026 roku otrzymano zgłoszenie o upadku 36-letniego Polaka w rejonie Batizovskiej Próby, poniżej Gerlacha. Wstępne informacje wskazywały na to, że po upadku z wysokości kilku metrów mężczyzna nie dawał oznak życia. Ratownicy górscy z regionalnego centrum Horskiej záchrannej služby (HZS) w Tatrach Wysokich natychmiast wezwali wsparcie śmigłowca; maszyna zabrała dwóch ratowników ze Starego Smokowca i opuściła ich na miejsce wypadku za pomocą wyciągarki. Niestety, mężczyzna doznał śmiertelnych obrażeń. Jego ciało przetransportowano następnie do Starego Smokowca i przekazano policji oraz lekarzowi. Na miejscu znajdowała się również druga osoba, która po zdarzeniu nie była w stanie samodzielnie zejść do doliny. Ratownicy ewakuowali 40-letniego obywatela Polski i przetransportowali go śmigłowcem na lądowisko w Starym Smokowcu.Horská záchranná služba składa szczere kondolencje rodzinie i bliskim zmarłego
Drugi turysta w stanie głębokiego szoku
W rejonie śmiertelnego wypadku znajdował się także 40-letni Polak, który wspinał się razem ze zmarłym towarzyszem. Mężczyzna nie odniósł żadnych widocznych obrażeń fizycznych, lecz dramatyczny widok śmierci kolegi wywołał u niego silną reakcję stresową. Paraliżujący szok oraz wysoki poziom trudności otaczających skał sprawiły, że nie mógł podjąć samodzielnej próby odwrotu.
Goprowcy najpierw pomogli roztrzęsionemu 40-latkowi przemieścić się w bezpieczne miejsce na grani. Następnie podjęto go na pokład maszyny i ewakuowano na lądowisko w bazie ratowników u podnóża gór. Zabezpieczone ciało 36-letniego wspinacza również przetransportowano śmigłowcem do Starego Smokowca, gdzie przekazano je policji oraz lekarzowi.
instagram.com/tatry_official; canva.com
Wymagający teren i surowe zasady wejścia na Gerlach
Masyw Gerlacha od lat przyciąga tysiące miłośników gór, jednak wejście na wierzchołek nie prowadzi żadnym znakowanym szlakiem turystycznym. Odcinek Batyżowieckiej Próby charakteryzuje się dużą ekspozycją, stromizną oraz obecnością sztucznych ułatwień w postaci klamer. Wymagają one nienagannej koordynacji, odporności na lęk przestrzeni i pełnego skupienia. Nawet krótka chwila nieuwagi w tym rejonie grozi osunięciem się w przepaść.
Przepisy są bezwzględne: wejście na Gerlach przez Batyżowiecką Próbę jest dozwolone wyłącznie pod opieką wykwalifikowanego przewodnika. Ratownicy nieustannie apelują do turystów o dobieranie celów do rzeczywistego doświadczenia. Zmienna pogoda, wilgotna skała i wyczerpanie potrafią w ułamku sekundy zamienić górską wyprawę w tragedię. Okoliczności niedzielnego zdarzenia bada słowacka policja.