Marcin Wrona przeżył prawdziwą przeprawę podczas powrotu ze służbowej delegacji w Stanach Zjednoczonych. Znany korespondent „Faktów” TVN wracał z Dallas, jednak zamiast sprawnie dotrzeć do celu, utknął na lotnisku w Chicago. W tym samym czasie jego redakcyjny kolega bez przeszkód wylądował w domu, co dziennikarz uznał za ostateczny dowód na swoją lotniczą klątwę.
- Marcin Wrona wracał z Dallas. Relacjonował tam Konwencję Partii Republikańskiej dla TVN
- Jego operator, Marcin Wyszogrodzki, wybrał inne połączenie. Dzięki przesiadce w Houston dotarł do Waszyngtonu bez opóźnień
- Samolot korespondenta TVN czekał na płycie w Chicago 45 minut. Potem kolejny lot opóźnił się o dwie godziny
Eksperyment z operatorem TVN potwierdził obawy dziennikarza
Marcin Wrona przebywał w Dallas, gdzie wraz z operatorem Marcinem Wyszogrodzkim pracował przy obsłudze Konwencji Partii Republikańskiej. Wydarzenie odbywało się od czwartku do piątku. Kiedy w miniony weekend przyszedł czas na powrót, panowie zdecydowali się na podróż osobnymi samolotami. Ta logistyczna decyzja szybko przekształciła się w niezamierzony sprawdzian nerwów.
Samolot Wyszogrodzkiego wystartował punktualnie. Po przesiadce w Houston operator był w domu o czasie. W tym samym momencie podróż czołowego reportera stacji zamieniła się w serię niefortunnych zdarzeń. Marcin Wrona w relacji na Facebooku nie krył rozbawienia całą sytuacją:
Słowo honoru daję, że nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Naukowo, za pośrednictwem eksperymentu, zostało dziś udowodnione, że to ja przynoszę pecha lotniczego
Marcin Wrona utknął na lotnisku w Chicago
Dziennikarz zaczął mieć kłopoty jeszcze w Teksasie. Jego samolot z Dallas zaliczył opóźniony start. Maszyna zdołała co prawda nadgonić czas w locie, lecz prawdziwe schody pojawiły się tuż po wylądowaniu. Pasażerów czekał długi postój w fotelach.
Po wylądowaniu w Chicago kontrolerzy skierowali maszynę na płytę postojową lub parkingową z powodu braku wolnej bramki i rękawa. Oczekiwanie trwało około 45 minut. Reporter zrelacjonował te nerwowe chwile w swojej relacji:
Trafiliśmy na płytę postojową, czy też parkingową, bo nie było wolnej bramki, wolnego rękawa. (...) No i czekaliśmy ok. 45 min. Dojechaliśmy wreszcie do rękawa. Ja cały ucieszony.(...) Dwie i pół godziny skróciły się do półtorej godziny, dochodzę do mojej bramki... Bam! Dostaję sms-a: pana lot jest opóźniony o dwie godziny
Po dotarciu do bramki korespondent odebrał wiadomość SMS z informacją, że jego kolejny lot opóźnił się o dwie godziny. Dziennikarz w opisie nagrania z podróży nie gryzł się w język i wystosował do sieci jasne ostrzeżenie:
Od dziś zero wątpliwości! To ja przynoszę lotniczego pecha. Operator Marcin Wyszogrodzki poleciał z Dallas innym, a ja innym samolotem. On dolatuje do Waszyngtonu o czasie, a ja tkwię w Chicago. Nie lataj z Wroną!
Marcin Wrona relacjonuje wydarzenia z USA od dwóch dekad
W 2006 roku Marcin Wrona przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, skąd relacjonuje wydarzenia m.in. z Białego Domu, konferencje i uroczystości. Jako dziennikarz i korespondent „Faktów” TVN związany ze stacją od ponad 20 lat, spędził na pokładach samolotów niezliczone godziny, podróżując po całym kraju.
Pasażerowie amerykańscy mogą teraz profilaktycznie sprawdzać listę obecności przed wejściem na pokład. Gdyby w rzędzie obok usiadł reporter z mikrofonem TVN, lepiej od razu przygotować się na dłuższy pobyt na lotnisku. Sam dziennikarz podchodzi do swojego fatum z dystansem, zamieniając transportowe wpadki w zabawną anegdotę.