Maciej Miecznikowski, 54-letni wokalista, podzielił się swoimi przemyśleniami w podcaście Moniki Richardson. Muzyk zwrócił uwagę na trudności, jakie sprawia Polakom śpiewanie „Mazurka Dąbrowskiego”, i poparł postulat dodania krótkiego wstępu muzycznego. Wokalista doskonale wie, czym są problemy z dźwiękiem, bo od lat walczy z otosklerozą i ma za sobą aż siedem operacji słuchu.
- Maciej Miecznikowski poparł pomysł Krzesimira Dębskiego. Chodzi o dodanie krótkiego wstępu muzycznego do polskiego hymnu
- Dodatkowy motyw ułatwiłby śpiewającym wejście w odpowiednią tonację
- Lider Leszczy cierpi na otosklerozę, a jego prawe ucho przestało niemal całkowicie odbierać dźwięki
- Pod koniec czerwca 2026 roku przeszedł w Kajetanach operację wszczepienia implantu słuchowego
Maciej Miecznikowski proponuje zmiany w polskim hymnie
Maciej Miecznikowski zasiadł w studiu Moniki Richardson i bez ogródek opowiedział o tym, co boli go w polskim wykonaniu hymnu. W trakcie wywiadu rozmowa zeszła na temat edukacji muzycznej oraz kłopotów, z jakimi mierzy się większość rodaków podczas oficjalnych uroczystości. Artysta odniósł się do znanej propozycji Krzesimira Dębskiego, który od pewnego czasu głośno apeluje o modyfikację wykonania „Mazurka Dąbrowskiego”.
Zdaniem muzyka wprowadzenie drobnej korekty w partyturze natychmiast rozwiązałoby powszechny problem. Krzesimir Dębski wskazywał wcześniej, że polski hymn nie posiada wstępu muzycznego, jednak zaznaczył, że zmiana partytury jest utrudniona ze względu na zapisy w konstytucji. Miecznikowski zauważył, że startowanie z podniosłym tekstem bez żadnego akordu naprowadzającego bywa ogromnym wyzwaniem nawet dla doświadczonych wokalistów. Publiczność często zaczyna zbyt wysoko lub zbyt nisko, co sprawia, że wspólne wykonanie staje się bardzo trudne.
Fot. Piętka Mieszko/AKPA
Walka artysty z postępującą chorobą słuchu
Wrażliwość muzyczna wokalisty wynika nie tylko z wykształcenia, ale również z wieloletniej walki o własne zdrowie. Maciej Miecznikowski od lat zmaga się z otosklerozą, czyli postępującym schorzeniem narządu słuchu. Ta podstępna choroba przez długi czas systematycznie niszczyła jego zdolność rejestrowania dźwięków. Z czasem jego prawe ucho przestało niemal całkowicie odbierać dźwięki.
W szczerej rozmowie z Richardson artysta opowiedział o trudnych chwilach, kiedy musiał ukrywać przed otoczeniem swój stan. Odnalazł w tej sytuacji nawet historyczne porównanie.
Beethoven miał rzeczywiście to samo co ja. To super być w takim gronie, z jednej strony. Z drugiej miałem kilka takich historii, że ja już prawie nic nie słyszałem. Troszkę się tak maskowałem, trochę kryłem z tym, no bo jak to w dzisiejszych czasach czegoś nie umieć
- wyznał w podcaście Maciej Miecznikowski.
Dla osoby żyjącej z koncertowania utrata kontroli nad odbiorem dźwięków była prawdziwym koszmarem. Gwiazdor nie ukrywał, jak głęboki paraliż wywoływała w nim postępująca głuchota.
Byłem naprawdę przerażony, po jednej stronie już prawie niczego nie słyszałem
- wspominał Maciej Miecznikowski.
AKPA
Siódma operacja i nowe życie muzyka
Ratowanie zdrowia wymagało od piosenkarza ogromnej determinacji oraz gotowości do podejmowania ryzyka. Miecznikowski przeszedł łącznie siedem operacji związanych z walką o słuch, w tym sześć przed zabiegiem wszczepienia implantu. Każda wizyta na stole operacyjnym wiązała się z paraliżującym napięciem, a perspektywa inwazyjnej ingerencji budziła zrozumiały lęk.
To naturalne, że to też powoduje lęki. Trzeba przecież zrobić dziurę w czaszce, żeby tam wprowadzić to wszystko
- opowiadał o swoich obawach Maciej Miecznikowski.
Kluczowy krok artysta wykonał pod koniec czerwca 2026 roku. Przeszedł wtedy zabieg wszczepienia implantu w Światowym Centrum Słuchu w Kajetanach pod kierunkiem prof. Henryka Skarżyńskiego. Nowoczesna operacja przeprowadzona przez wybitnego specjalistę otworzyła przed 54-letnim muzykiem zupełnie nowy rozdział i pozwoliła mu z optymizmem kontynuować sceniczną pasję.