Jan Urban nie tak wyobrażał sobie otwarcie nowego rozdziału, choć trzeba przyznać, że polscy piłkarze zrobili w piątek wiele, by nikt nie posądził ich o nadmierny entuzjazm. 25 września 2026 roku reprezentacja Polski zremisowała 0:0 z Bośnią i Hercegowiną na PGE Narodowym w Warszawie. Mecz obejrzało 46 775 widzów, a po ostatnim gwizdku stadion wypełniły gwizdy rozczarowanych kibiców.
- Polska zremisowała 0:0 z Bośnią i Hercegowiną w 1. kolejce dywizji B Ligi Narodów
- Fani zgromadzeni na trybunach nie kryli złości, żegnając kadrę buczeniem
- Jakub Kamiński opuścił boisko z urazem mięśnia jeszcze w pierwszej połowie
- Szwecja wygrała swój mecz i została liderem polskiej grupy B4
Festiwal nieskuteczności reprezentacji Polski w Lidze Narodów
Robert Lewandowski wyprowadził reprezentację Polski na murawę w podstawowym składzie. Wśród zawodników znaleźli się także Marcin Bułka, Matty Cash, Kacper Potulski, Jan Bednarek, Jakub Kiwior, Michał Skóraś, Bartosz Slisz, Piotr Zieliński, Sebastian Szymański oraz Jakub Kamiński. Dla Zielińskiego był to 110. występ w narodowych barwach, który dał mu drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów pod względem liczby meczów w reprezentacji.
Już w 24. minucie kontuzjowany Jakub Kamiński musiał opuścić murawę z powodu urazu mięśnia przywodziciela. Zastąpił go Nicola Zalewski. Nasi kadrowicze dwoili się i troili, ale piłka uparcie nie chciała znaleźć drogi do bramki. Milionerzy znowu zapomnieli, jak się strzela?
Po meczu kapitan reprezentacji Polski, Robert Lewandowski, przyznał, że jego drużynie zabrakło skuteczności pod bramką rywali.
Podchodziliśmy pod pole karne, ale brakowało kropki nad 'i'
Fot. Piętka Mieszko/AKPA
Gwizdy kibiców po remisie Polski na PGE Narodowym
Robert Lewandowski i jego koledzy musieli zmierzyć się z ogromnym rozczarowaniem fanów. Mecz na warszawskim obiekcie oglądało 46 775 widzów, którzy liczyli na gole i udane otwarcie zmagań. Dostali za to długie fragmenty bezproduktywnej gry, którą kibice mogli określić krótko: męczenie buły.
Po końcowym gwizdku zawiedziona publiczność pożegnała schodzących do szatni reprezentantów potężną porcją gwizdów. Frustrację podsycał fakt, że Polska po raz pierwszy w historii gra w Dywizji B Ligi Narodów UEFA. To efekt spadku z najwyższego poziomu po poprzedniej edycji, w której Biało-Czerwoni zajęli czwarte miejsce w grupie. Trudno o wymarzony początek nowego rozdziału.
Fot. Piętka Mieszko/AKPA
Niewykorzystane szanse i nieuznana bramka Bośniaków
Jan Urban z niepokojem obserwował wydarzenia z ławki trenerskiej, zwłaszcza że w drugiej połowie goście byli bliscy uciszenia trybun. Bramkarz rywali, Martin Zlomislić, wyrósł na bohatera meczu i zatrzymywał polskie próby. Piłka zatrzepotała w polskiej siatce w 77. minucie, po rzucie rożnym i zamieszaniu w polu karnym. Arbiter Anastasios Papapetrou nie uznał jednak gola, dopatrując się faulu Harisa Tabakovicia na Marcinie Bułce.
Mateusz Borek, komentujący spotkanie, zwrócił uwagę na jedną z akcji Polaków. Zachwyt nad jej przebiegiem nie wystarczył jednak, by odmienić obraz meczu.
Ależ to dobrze wyglądało do pewnego momentu
Ostatecznie pojedynek zakończył się bezbramkowym remisem, który nikogo w Warszawie nie zadowolił. Polska dopisała do konta jeden punkt, a w równoległym meczu Szwecja pokonała Rumunię 2:1 po golach Isaka i Gyökeresa. Szwedzi objęli prowadzenie w tabeli grupy B4, podczas gdy styl zaprezentowany przez Biało-Czerwonych przed własną publicznością pozostawia wiele do życzenia.