W Białymstoku przy ulicy Dojlidy Górne 49-letni mężczyzna postrzelił swoją 46-letnią byłą partnerkę i jej niespełna dwuletniego synka. Do ataku doszło w środę około godziny 11, w domu, do którego wszedł napastnik. Mężczyzna miał sądowy zakaz zbliżania się do kobiety. Po napaści uciekł, a ranne matka i dziecko otrzymały pomoc medyczną.
- Atak w białostockiej dzielnicy Dojlidy Górne nastąpił w środę, 30 września
- Jak podano, atakujący posłużył się bronią czarnoprochową i miał sądowy zakaz zbliżania się do byłej partnerki
- Niespełna dwuletni chłopiec doznał obrażeń głowy i szyi, a ratownicy przewieźli go do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego
- Po wielogodzinnej obławie w lesie policjanci odnaleźli ciało 49-letniego napastnika
Przebieg zdarzenia w Białymstoku
W białostockiej dzielnicy Dojlidy Górne doszło do tragedii. W środę około godziny 11 wewnątrz budynku rozegrały się dramatyczne zdarzenia. 49-letni mężczyzna zaatakował swoją 46-letnią byłą partnerkę oraz jej niespełna dwuletniego synka. Użył broni czarnoprochowej.
49-latek wtargnął do domu, całkowicie ignorując prawomocny sądowy zakaz zbliżania się do kobiety. Mimo formalnych restrykcji wszedł do wnętrza nieruchomości i zaatakował kobietę oraz znajdującego się pod jej opieką małego chłopca. Agresor oddał strzały z broni czarnoprochowej w kierunku domowników, po czym wybiegł z posesji.
Kobieta zadzwoniła pod numer alarmowy 112 i poprosiła o pomoc. Jej zgłoszenie uruchomiło interwencję służb, które musiały jednocześnie zająć się rannymi oraz rozpocząć poszukiwania mężczyzny. Po ataku napastnik uciekł w stronę lasu.
canva.com
Dramatyczne wezwanie pomocy i interwencja służb
46-letnia mieszkanka Białegostoku wezwała pomoc zaraz po ataku. W zgłoszeniu poinformowała, że do mieszkania wszedł jej były partner, który zaatakował ją i jej małe dziecko, a następnie uciekł. Służby ratunkowe, w tym policja i straż pożarna, natychmiast wysłały na miejsce swoje patrole. Ratownicy udzielili pomocy kobiecie i chłopcu, a następnie przetransportowali poszkodowanych do szpitala.
Malwina Olszewska przekazała „Kurierowi Porannemu” szczegóły zgłoszenia i pierwszych działań policjantów.
Na numer alarmowy 112 zadzwoniła kobieta prosząca o pomoc. Powiedziała, że do mieszkania wszedł jej były partner, który zaatakował ją i jej niespełna dwuletnie dziecko, a następnie uciekł. Na miejscu pojawili się policjanci, którzy udzielili pomocy zarówno kobiecie, jak i jej dziecku.
Interwencję utrudniały dodatkowe doniesienia dotyczące zachowania napastnika. Według informacji „Kuriera Porannego” mężczyzna miał grozić wysadzeniem budynku. Policja, straż pożarna i ratownicy medyczni działali więc w miejscu, gdzie wcześniej doszło do ataku, a sprawca pozostawał na wolności.
Stan zdrowia rannych
W wyniku ataku obrażenia odnieśli 46-letnia kobieta oraz jej niespełna dwuletni synek. Chłopiec doznał obrażeń głowy i szyi. To właśnie jego stan wymagał przewiezienia do specjalistycznej placówki dziecięcej.
Ratownicy przewieźli chłopca do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Poszkodowaną kobietę i dziecko przetransportowano do szpitala po udzieleniu im pomocy na miejscu. Wydarzenia w domu przy ulicy Dojlidy Górne dotknęły matkę i małe dziecko, które znalazły się w centrum przemocy ze strony byłego partnera kobiety.
Tragedie dotykające rodziny w zaciszu domowym budzą ogromny ból w całym kraju. Podobne dramatyczne emocje wywołał niedawny koszmar w noc poślubną w Skorogoszczy, w którym zginęła młoda kobieta.
Wielogodzinna obława w lesie i tragiczny finał poszukiwań
Po ucieczce napastnika policjanci rozpoczęli jego poszukiwania. Mężczyzna skierował się do lasu, gdzie zorganizowano obławę. Poszukiwania trwały kilka godzin, a służby sprawdzały teren, w którym mógł przebywać 49-latek.
W obławie brały udział liczne siły policji. Działania poszukiwawcze trwały kilka godzin i skupiały się na obszarze leśnym, gdzie ukrył się mężczyzna. W tym samym czasie ranni z ataku otrzymywali pomoc medyczną, a służby prowadziły poszukiwania sprawcy.
Finał poszukiwań okazał się tragiczny. Po kilku godzinach policjanci odnaleźli w lesie ciało 49-letniego napastnika. Wiele wskazuje na to, że sprawca napaści popełnił samobójstwo. Śledczy pod nadzorem prokuratury wyjaśniają okoliczności zdarzenia.