Władysław Kosiniak-Kamysz przerywa milczenie w sprawie paraliżu polskich szkół. Wicepremier i minister obrony narodowej ocenił, że czwartkowy wieczór 8 października był zaplanowaną, poważną akcją dezinformacyjną, w której należy rozważyć wątek rosyjski. Jak poinformowało Ministerstwo Edukacji Narodowej, w piątek 9 października z powodu niepokoju lekcje odwołano w 50 placówkach w całym kraju. Rodzice drżeli o bezpieczeństwo swoich dzieci.
- Polska Policja oraz organizacja Kids Alert poinformowały, że internetowe wyzwanie „krwawy piątek” w ogóle nie istnieje.
- Mazowiecka policja zatrzymała 17-latka z powiatu przasnyskiego podejrzewanego o stworzenie nagrania z groźbami przy użyciu sztucznej inteligencji.
- Komendant główny Policji gen. insp. Marek Boroń skierował od piątkowego poranka patrole prewencyjne w rejon szkół.
- Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz oficjalnie wskazał, że w sprawie dezinformacji wokół ataków powinien być rozważany wątek rosyjski.
Rosyjska pułapka i wojna hybrydowa: "krwawy piątek" i bezpieczeństwo w szkołach
Sytuacja w polskich szkołach nie napawa optymizmem. Władysław Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że w sprawie fali plotek o rzekomych zamachach trzeba brać pod uwagę wątek rosyjski. Wicepremier określił czwartkową akcję jako poważną i zaplanowaną próbę wzbudzenia paniki społecznej. Nie oznacza to potwierdzenia, że za jej organizacją stoją rosyjskie służby. To hipoteza, którą – jak podkreślił – należy uwzględnić.
Wojciech Kardyś, ekspert ds. komunikacji internetowej, ostrzega przed tym, czego potencjalni przeciwnicy mogą nauczyć się z kryzysu. Wrogie służby obserwują, jakie wiadomości najszybciej wywołują niepokój i jak reagują instytucje. Tak zdobyta wiedza może, zdaniem eksperta, zostać wykorzystana w przyszłości w ramach wojny hybrydowej:
Proszę pamiętać, że jesteśmy na wojnie hybrydowej. Ja to wolę nazywać wojną cichą, gdzie takie np. rosyjskie służby analizują to, co się wydarzyło i widzą, jak wzbudzać panikę w Polsce
Zdaniem eksperta wrogie służby analizują te wydarzenia i sprawdzają, jak skutecznie wzbudzać panikę w Polsce.
W rozmowie z Interią Kamil Basaj, prezes Fundacji INFO OPS Polska, ekspert w zakresie bezpieczeństwa środowiska informacyjnego, zwracał uwagę na nasilające się od początku września do pierwszych dni października incydenty w szkołach. Oceniał, że układają się w cykl działań o charakterze przestępczym, a ostatnie zdarzenia wyróżnia ich skala. To ważne rozróżnienie: prawdziwe ataki i internetowe pogłoski o kolejnych zagrożeniach to odrębne sprawy, choć razem pogłębiły poczucie niepewności.
Budynek Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce / Fot. facebook.com/zsznr4
CZYTAJ TAKŻE: Policja ma nagranie z kamery nożownika z Ostrołęki. Śledczy mówią wprost: "Film jest drastyczny"
Zatrzymania nastolatków i rola sztucznej inteligencji w rzekomym "krwawym piątku"
Wojciech Kardyś zwraca uwagę, że brak szybkich i jasnych komunikatów ułatwił rozprzestrzenianie się fałszywych ostrzeżeń. W czwartek 8 października wiadomości o rzekomych napaściach krążyły w mediach społecznościowych i komunikatorach. Uczniowie pokazywali je dyrektorom i nauczycielom, a łańcuszki grozy trafiały do kolejnych grup rodziców. W wielu miejscach decyzje o otwarciu szkół trzeba było podejmować w kilka godzin.
Mazowiecka policja zatrzymała 17-latka z powiatu przasnyskiego podejrzewanego o stworzenie za pomocą technologii AI nagrania z groźbami ataku na szkołę w Przasnyszu. Nie ma podstaw, by utożsamiać ten przypadek z potwierdzonym udziałem rosyjskich służb.
Policja oraz organizacja Kids Alert zdementowały informacje o internetowym wyzwaniu. "Krwawy piątek" nie istniał, a służby nie potwierdziły organizacji takiej akcji. Strach był jednak realny: część dyrektorów odwołała lekcje, inni wprowadzili dodatkowe środki ostrożności, w tym patrole radiowozów i kontrole plecaków. Komendant główny Policji Marek Boroń zapowiedział obecność funkcjonariuszy przy placówkach od samego rana w piątek.
Zespół Szkół Zawodowych nr4 w Ostrołęka, Szkoła Podstawowa w Leszczydole-Nowiny koło Wyszkowa / Fot. Wiki Commons, facebook.com/zsznr4, x.com/republikatv
CZYTAJ TAKŻE: "Nie posyłaj jutro swoich dzieci do szkół". Fala ogólnopolskiej krytyki po paskach TV Republika o incydentach w szkołach
Samorządowcy zostawieni sami sobie w walce o bezpieczeństwo w szkołach
Rafał Piech, prezydent Siemianowic Śląskich, opisał chaos, z jakim mierzyli się lokalni włodarze. Samorządowcy mieli zaledwie kilka godzin na decyzję, czy szkoły będą działać następnego dnia. Według relacji Piecha nie otrzymali wsparcia instytucji rządowych. Nie mieli też kontaktu z wojewodą, komendantami policji, centrum kryzysowym ani kuratorium oświaty. Jak sam przyznał:
Musieliśmy działać sprawnie, choć zostaliśmy zostawieni sami
Włodarz ocenił, że policja zaspała pod względem komunikacyjnym. Rząd spisał się najsłabiej, nie publikując wieczornych komunikatów dla rodziców. Tymczasem mieszkańcy oczekiwali jasnych wskazówek, a decyzje dotyczące bezpieczeństwa uczniów spadły na samorządy. Eksperci wskazują, że w kryzysie informacyjnym liczy się szybka, regularna komunikacja – inaczej pustkę wypełniają pogłoski.
Wojciech Kardyś ocenił, że państwo nie zdało sprawdzianu z reagowania na falę dezinformacji. Podsumował to wprost:
Na ten moment oblaliśmy ten egzamin. Oby się udało następnym razem