To miał być beztroski powrót z imprezy, a stał się początkiem jednej z najmroczniejszych zagadek kryminalnych w Polsce. Dziś, gdy śledczy z Archiwum X dysponują nowymi dowodami o charakterze materialnym, pętla wokół sprawcy zaczyna się zaciskać. Głos zabiera Marek Dyjasz, były szef Biura Kryminalnego KGP, stawiając tezę, która może wstrząsnąć fundamentami śledztwa.
Sopot zamienił się w pułapkę
Gdy 19-letnia Iwona wychodziła z Dream Clubu, nikt nie przypuszczał, że Sopot stanie się scenerią tragedii, która przez 15 lat będzie spędzać sen z powiek całej Polsce. Marek Dyjasz, inspektor i były dyrektor Biura Kryminalnego KGP, w podcaście „Rozmowa Wprost” nie gryzie się w język. Jego zdaniem pierwsze godziny po zaginięciu to pasmo fatalnych decyzji. Zamiast natychmiastowej blokady i poszukiwań kryminalnych, sprawę potraktowano rutynowo, co mogło dać sprawcy bezcenny czas na zatarcie śladów.
Pierwsze czynności są niezwykle istotne w każdej sprawie kryminalnej. Jeżeli następuje zwłoka w wyznaczeniu kierunku pracy albo w ogóle zwłoka w czynnościach, to niestety to później waży na procesie wykrywczym. W przypadku sprawy Iwony Wieczorek, bo o niej rozmawiamy, policjanci z Sopotu podeszli do niej jak do zwykłego zaginięcia
To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, bo najgorsze wnioski miały dopiero nadejść.
Internet. prywatne archiwum
Marzenia o ucieczce to mrzonka
Przez lata w internecie krążyły legendy o tym, że Iwona Wieczorek uciekła do Hiszpanii lub USA, by zacząć wszystko od nowa. Marzenia o tym, że dziewczyna po prostu uciekła i buduje życie w innym zakątku świata, Marek Dyjasz rozwiewa jednym, bolesnym cięciem. Ekspert jest brutalnie szczery: Iwona była zbyt zżyta z rodziną i zbyt widoczna w swoim środowisku, by zniknąć bezszelestnie jak duch.
Moim zdaniem nie ma żadnej szansy, żadnej opcji i żadnej wersji, która przemawiałaby za tym, że Iwona żyje, że ona celowo, świadomie odcięła się od najbliższych, od rodziny i zaczęła nowe życie. Gdzieś musiałby zostać ślad. Ona nie byłaby w stanie ukryć się jak przestępca, który ucieka przed wymiarem sprawiedliwości. To była młoda dziewczyna, która lubiła się bawić, brylowała w środowisku swoich rówieśników i wcześniej czy później dotarłaby jakaś informacja do organów ścigania, a ten trop został podjęty i sprawdzony. Dla mnie nie ma takiej możliwości
Hipoteza, która mrozi krew w żyłach: Motywem była ciąża?
Największe emocje budzi jednak teoria, którą Dyjasz rzuca na stół jak asa z rękawa. Sugeruje on, że Iwona Wieczorek nie musiała zginąć w wyniku zaplanowanej z zimną krwią egzekucji. Mogło dojść do kłótni, nieszczęśliwego upadku, czy uderzenia. Kluczem do zagadki jest jednak to, co stało się później. Dlaczego sprawca zadał sobie tyle trudu, by ukryć ciało tak skutecznie, że do dziś go nie odnaleziono? Odpowiedź może być szokująca.
Jeśli ta teoria się potwierdzi, krąg osób z bliskiego otoczenia Iwony, które miały coś do stracenia, dramatycznie się zawęża. To już nie szukanie igły w stogu siana, a celowanie w konkretny punkt.
Była rozmowa, były emocje, ktoś powiedział kilka słów za dużo, może Iwona Wieczorek została uderzona i na tyle nieszczęśliwie upadła, że uderzyła głową i zmarła. Nie przypuszczam, że ktoś celowo przygotowywał się w profesjonalny sposób do tego, aby pozbawić Iwonę Wieczorek życia. Kwestią odrębną jest takie ukrycie zwłok, że policja do tej pory ich nie znalazła. Iwona Wieczorek mogła być w ciąży. A sprawca ukrywając jej ciało, chciał też ukryć ten dodatkowy fakt, który drastycznie zawęziłby krąg osób, wskazałby w miarę precyzyjne, kto mógł czyhać na jej życie. Nie mam żadnych dowodów na tę tezę. One mogłyby pojawić się w momencie sekcji zwłok
Archiwum X rusza do ataku
Śledczy nie odpuszczają również wątku tajemniczego białego Fiata. Dyjasz zwraca uwagę na istotny szczegół – kierowcą mógł być pracownik sezonowy, być może obcokrajowiec, który do dziś nie ma pojęcia, że grał rolę w tym dramacie.
Na podstawie moich informacji, które mam sprzed wielu, wielu lat, mogę powiedzieć, że mógł być to pracownik sezonowy, obcokrajowiec, świadczący pracę dla jakiegoś punktu gastronomicznego, znajdującego się w tamtym rejonie. I on nawet nie wie o tym, że jest poszukiwany czy proszony o to, żeby zgłosić się na policję w celu przesłuchania w charakterze świadka
Atmosfera w Trójmieście gęstnieje. Sprawę prowadzi elitarne krakowskie **Archiwum X** pod nadzorem prokuratora Eryka Stasielaka. Śledczy dysponują nowymi dowodami o charakterze materialnym i zapowiadają intensywne działania, które mają potrwać tygodnie. Warto jednak ostudzić emocje wywołane przez niektóre media – niedawne namioty i technicy przy ulicy Polnej w Sopocie nie dotyczyły Iwony, lecz sprawy zaginięcia nastolatek z Zakopanego. Mimo to determinacja prokuratury jest ogromna. Czy po 16 latach sprawca, który tak długo grał organom ścigania na nosie, wreszcie popełni błąd?