Sebastian Fabijański zmagał się z głęboką depresją i zaburzeniami lękowymi, które doprowadziły go do dramatycznej bezradności i ostatecznie do pobytu w prywatnym szpitalu psychiatrycznym. Stan 38-letniego aktora pogorszył się drastycznie po śmierci ukochanego ojca. Chociaż w 2026 roku dotarł do finału programu "Taniec z gwiazdami", za uśmiechem na parkiecie kryła się długa walka o powrót do zdrowia i leczenie na zamkniętym oddziale.
Śmierć ojca i potężne ataki paniki na spacerze
Sebastian Fabijański przez długi czas próbował samodzielnie udźwignąć ogromny ciężar, ukrywając przed światem swoje największe trudności. Stan psychiczny aktora, w tym nawracająca głęboka depresja i nasilające się zaburzenia lękowe, uległ gwałtownemu pogorszeniu po śmierci jego ojca. To niezwykle bolesne przeżycie odcisnęło ogromne piętno na jego życiu, o czym z perspektywy czasu opowiadał między innymi w swojej książce "Bóg w wielkim mieście".
Bezpośrednim impulsem, który ostatecznie zmusił artystę do szukania specjalistycznej pomocy, było przerażające zdarzenie podczas zwykłego wyjścia z domu. Aktor doświadczył wówczas potężnego ataku paniki, który doprowadził go do całkowitego, fizycznego bezruchu. W podcaście WojewódzkiKędzierski (nie precyzując daty samego zdarzenia) wyjawił, jak bardzo bezradny i przerażony czuł się w tamtym, paraliżującym momencie.
Decyzja o tym, żeby tam pójść, była wynikiem skrajnego upośledzenia mojego funkcjonowania przez lęk, że nie widziałem innej możliwości. Miałem takie sytuacje, że szedłem na spacer okraszony atakami paniki i w pewnej chwili odebrało mi ruch. Zamarłem, zamroziłem się. Nie wiedziałem, co się dzieje. Pomyślałem, że to nie może tak być. Nie mogę tak żyć
AKPA
CZYTAJ TAKŻE: Sebastian Fabijański zaprosił na parkiet wyjątkową kobietę. Wyznał jej miłość, a internet zapłonął [zdjęcie]
Decyzja o leczeniu i drastyczne procedury w szpitalu psychiatrycznym
Właśnie to dramatyczne "zamrożenie" uświadomiło gwiazdorowi, że granica wytrzymałości organizmu została nieodwracalnie przekroczona. Sebastian Fabijański na początku 2026 roku, w szczerej rozmowie z redakcją serwisu Plejada, wyjaśnił kulisy swojego trafienia pod całodobową opiekę specjalistów. Kluczową rolę odegrała w tej sytuacji lekarka internistka, która wskazała mu bezpieczną drogę do ratunku. Aktor zdecydował się na leczenie stacjonarne, odrzucając z miejsca państwowe placówki, ponieważ budziły w nim ogromny strach i złe skojarzenia.
W którymś momencie poznałem internistkę, która powiedziała mi, że powstał prywatny szpital psychiatryczny i zasugerowała, żebym się do niego udał. Gdyby nie ona, nie dowiedziałbym się o jego istnieniu, a do państwowego nie chciałbym pójść, bo źle mi się kojarzył. Nawet nie wiem, czy zakwalifikowałbym się do takiej placówki
Samo zderzenie z rzeczywistością zamkniętego oddziału było dla niego niezwykle trudnym i wstrząsającym doświadczeniem. Po przekroczeniu progu placówki Sebastian Fabijański musiał oddać personelowi pasek od spodni oraz sznurówki z butów. Jest to bezwzględna procedura bezpieczeństwa, która jednak potrafi wywołać u pacjenta obezwładniające poczucie utraty kontroli. Chwilę później aktor otrzymał od ordynatora tabletkę, mającą przynieść pierwszą, doraźną ulgę w trawiącym go lęku.
Fot. Piętka Mieszko/AKPA
Powrót do zdrowia i ciągła terapia po finale Tańca z gwiazdami
Po opuszczeniu placówki i pokonaniu najgłębszego kryzysu, powrót do aktywności zawodowej okazał się niezwykle ważnym etapem rehabilitacji. Sebastian Fabijański w 2026 roku wziął udział w programie "Taniec z gwiazdami", gdzie poradził sobie znakomicie, docierając w parze z Julią Suryś aż do wielkiego finału. Emocje i wysiłek fizyczny na parkiecie nie przysłoniły mu jednak priorytetów – aktor stale kontynuuje leczenie i regularnie korzysta z pomocy terapeuty.
Tuż po zakończeniu tej samej edycji tanecznego show, w 2026 roku, artysta gościł w podcaście Galaktyka Plotek prowadzonym przez Marcina Wolniaka. To właśnie tam zdobył się na niezwykle ważne, mrożące wręcz krew w żyłach, ale też dające nadzieję innym podsumowanie swojej drogi na dno depresji i z powrotem:
Ja bardzo długo zwlekałem i doprowadziłem się do takiego stanu, że musiałem po prostu iść do szpitala, bo nie było innej możliwości