Richard Ostfeld i naukowcy z Cary Institute of Ecosystem Studies przez ponad trzy dekady obserwowali leśny ekosystem, by odkryć przerażającą zależność. Okazało się, że to, co znajdujemy pod nogami podczas jesiennego spaceru, jest jasnym sygnałem. Za dwa lata w lasach nastąpi wyraźny wzrost populacji kleszczy. Opublikowany 17 sierpnia 2026 roku raport nie pozostawia złudzeń — idzie wielka plaga.
- Analiza korelacji między wysypem żołędzi a liczbą kleszczy zajęła naukowcom ponad trzy dekady
- Mnóstwo dębowych nasion to więcej myszy, na których żerują młode pajęczaki
- Rok po szczycie liczebności gryzoni liczba nimf kleszczy rośnie średnio o 39,4 procent
- Sroga zima oraz upalne lato nie ograniczają w znaczący sposób populacji pasożytów
Zaskakujący związek między żołędziami a kleszczami
Richard Ostfeld wraz z zespołem z amerykańskiej placówki badawczej w stanie Nowy Jork podsumowali trwające 35 lat obserwacje ekologiczne. Wyniki prac opisano w artykule "The ecology of Lyme disease: Long-term data, surprises, and a synthesis", który ukazał się 17 sierpnia 2026 roku w czasopiśmie "Proceedings of the National Academy of Sciences" (PNAS). Naukowcy dowiedli, że obfity urodzaj dębowych nasion uruchamia całą kaskadę zdarzeń w przyrodzie.
Żołędzie stanowią pożywienie dla gryzoni, w tym myszy. Ich populacja gwałtownie rośnie w kolejnym sezonie. To właśnie te małe ssaki są głównym żywicielem larw kleszczy, a prawdopodobieństwo ich przetrwania na tych gryzoniach jest dwukrotnie wyższe niż na innych zwierzętach. Do tego myszy bardzo skutecznie przekazują pajęczakom bakterie Borrelia burgdorferi. Dlatego obfity urodzaj żołędzi zapowiada wyraźny wzrost liczby nimf kleszczy dwa lata później. W publikacji w PNAS badacze wyjaśniają:
Gdy w danym roku żołędzi jest wyjątkowo dużo, można spodziewać się zwiększonej liczby nimf kleszczy dwa lata później.
canva.com; instagram.com/dziendobrytvn
CZYTAJ TAKŻE: Polskie bliźniaczki syjamskie rozdzielono ponad 20 lat temu. Tak dziś wyglądają Daria i Olga Kołacz [zdjęcia]
Dlaczego sroga zima nie chroni przed plagą?
Richard Ostfeld i jego zespół obalili tym samym popularny mit. Kleszcze doskonale radzą sobie z trudnymi warunkami atmosferycznymi, ukrywając się głęboko pod warstwą leśnej ściółki. Podczas gdy my z nadzieją patrzymy na termometry pokazujące siarczysty mróz, pajęczaki prawdopodobnie śmieją się nam w twarz (a raczej w nogawki), bezpiecznie otulone kołderką z liści.
Zgromadzone dane dowodzą, że sroga zima lub upalne lato nie ograniczają znacząco populacji kleszczy w naturalnym środowisku. Pasożyty po prostu spokojnie przeczekują mrozy w leśnym poszyciu, najwyraźniej uznając, że drastyczne spadki temperatur to jedynie drobna niedogodność w ich napiętym grafiku żerowania. Jak czytamy w publikacji w "Proceedings of the National Academy of Sciences":
Sroga zima nie musi więc oznaczać, że w kolejnym sezonie będzie ich mniej.
instagram.com/martachyczewska
CZYTAJ WIĘCEJ: Synek Marty Chyczewskiej walczy o zdrowie w paryskim szpitalu. Aktorka "Leśniczówki" musiała zrezygnować z pracy, zakłada zbiórkę
Czy grozi nam epidemia boreliozy?
Richard Ostfeld wraz ze współpracownikami dostarczył twardych danych, które potrafią zaskoczyć. Statystyki zebrane przez 35 lat pokazują konkretne liczby dotyczące zależności między gryzoniami a pajęczakami. Rok po szczytowym poziomie populacji myszy liczba nimf kleszczy wzrasta o około 40 procent, a średnio o 39,4%. W raporcie naukowcy podkreślają:
Jeśli w danym sezonie było ich szczególnie dużo, w kolejnym roku liczba nimf była o około 40 proc. większa.
Borelioza to najczęściej występująca choroba odkleszczowa na półkuli północnej. Diagnozuje się ją co roku u około pół miliona osób w USA oraz ponad 200 tysięcy mieszkańców Europy Zachodniej. Zrozumienie mechanizmów ekosystemu oraz urodzaju żołędzi może pomóc służbom zdrowia publicznego w przewidywaniu zagrożenia boreliozą z dwuletnim wyprzedzeniem. Dzięki modelom ekologicznym specjaliści zyskują cenny czas na ostrzeżenie mieszkańców, zanim kleszcze ruszą do ataku.
[yiiGallery id="74120"]