Dominika Clarke, znana w całym kraju jako mama słynnych pięcioraczków z Horyńca, przeżywa wyjątkowo trudne chwile w Tajlandii. Spokój wielodzietnej familii został zakłócony przez wizytę lokalnej policji oraz urzędników, o której nadejściu uprzedzała wcześniej w sieci grupa hejterska. Za drobiazgową interwencją stoją uporczywe, złośliwe donosy, które od dawna próbują zatruć życie polskiej rodzinie.
- Interwencja w tajskim domu Clarke’ów była bezpośrednim efektem donosów i oskarżeń grupy hejterskiej.
- W nalocie uczestniczył szeroki zespół - od policji po personel medyczny.
- Służby skrupulatnie sprawdziły sytuację dzieci, ich edukację, stan pokoi oraz rozmawiały z sąsiadami rodziny.
- Kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości w opiece nad dziećmi.
Nalot służb na dom Dominiki Clarke w Tajlandii
Dominika Clarke musiała zmierzyć się z sytuacją, która dla wielu rodziców byłaby prawdziwym koszmarem. Do drzwi jej posiadłości zapukała potężna delegacja. W jej skład weszła policja, przedstawiciele lokalnej administracji, pracownicy opieki społecznej, a nawet pielęgniarki. Trzeba przyznać, że internetowi detektywi dopięli swego - zorganizowali rodzinie wizytę na najwyższym szczeblu, choć zapewne liczyli na zupełnie inny finał tego spektaklu.
Zamiast sensacji i odkrycia rzekomych zaniedbań, tajscy mundurowi oraz pracownicy socjalni musieli po prostu wykonać swoje procedury. Dominika Clarke wraz z mężem Vincentem wychowuje jedenaścioro dzieci. Rodzina, znana szeroko z mediów społecznościowych, przeprowadziła się do Tajlandii w 2024 roku, rezygnując z życia w dużej rezydencji w Polsce. Niestety popularność ma też ciemną stronę, a hejterzy postanowili przenieść swoją internetową krucjatę do realnego świata.
facebook.com/dominikagawel
Przebieg kontroli i rozmowy z sąsiadami
Kontrola okazała się niezwykle szczegółowa. Przedstawiciele służb dokładnie obejrzeli dom, zaglądali do pokojów i sypialni, a także drobiazgowo prześwietlali życie liczącej aż 13 osób rodziny. Przepytano również sąsiadów, by dowiedzieć się, jak polska rodzina funkcjonuje na co dzień w lokalnej społeczności.
Mama pięcioraczków z Horyńca, których dzieci przyszły na świat w 2023 roku, zrelacjonowała to drobiazgowe śledztwo w sieci.
„Przychodzą ludzie, którzy mają obowiązek sprawdzić wszystko naprawdę (...) Rozmawiają z nami, oglądają dom, pokoje, sprawdzają dzieci, pytają o szkołę, rozmawiają z sąsiadami i próbują zbudować sobie obraz naszej rodziny nie z komentarzy w internecie, tylko z tego, co naprawdę widzą” - opowiada mama pięcioraczków
Wyniki kontroli okazały się jednak bezlitosne dla autorów paszkwili. Tajskie służby jednoznacznie orzekły, że dzieci są właściwie zaopiekowane, zdrowe i zadbane, a całe ognisko domowe działa bez zarzutu.
„Za każdym razem ktoś przychodzi sprawdzać nas po kolejnych zgłoszeniach, a potem wychodzi z zupełnie innym obrazem niż ten, który próbuje się tworzyć w internecie. Po raz kolejny usłyszeliśmy, że jesteśmy dobrymi rodzicami (...) Bo w internecie można napisać wszystko. Zostają fakty” - dodaje mama pięcioraczków
Reakcja Dominiki Clarke na oskarżenia internautów
Dominika Clarke otwarcie deklaruje brak jakichkolwiek obaw przed kolejnymi weryfikacjami ze strony urzędników. Mama jedenaściorga pociech nie zamierza chować głowy w piasek, bo wie, że prawda leży po jej stronie. Liczy na to, że karta wreszcie się odwróci i odpowiedzialność spadnie na osoby marnujące czas funkcjonariuszy.
Napięcia na linii rodzina Clarke - internauci trwają od dawna. Niedawno Dominika została skrytykowana za nagranie z przejazdu tuk-tukiem, po którym sama zgłosiła się na policję, by przyznać się do wykroczenia. Tym razem ma nadzieję, że służby wyciągną konsekwencje wobec autorów fałszywych zawiadomień.
„Skoro już ktoś chce sprawdzać, to niech sprawdzi wszystko. Bo ja nie boję się faktów. (...) Wierzę, że w końcu przyjdzie moment, kiedy ktoś przyjrzy się nie tylko nam, ale też temu, jak długo trwa to uporczywe zgłaszanie i pomawianie. (...) Może wreszcie ktoś zapyta nie tylko: czy z tą rodziną jest coś nie tak?, ale też: dlaczego ktoś tak obsesyjnie próbuje udowodnić, że jest?” - podsumowuje kobieta
Pytanie o granice bezkarnego hejtu w sieci staje się coraz bardziej palące. Dominika Clarke udowodniła, że twarde fakty potrafią skutecznie obronić się przed każdą wirtualną nagonką. Wyraziła nadzieję, że w przyszłości służby przyjrzą się autorom pomówień i wyciągną wobec nich konsekwencje.