Znamy szczegóły ustaleń prokuratury. Witold Płóciennik, ceniony 56-letni operator filmowy, zmarł z przyczyn naturalnych. Nowe informacje ujawnione przez śledczych rzucają światło na ostatnie chwile artysty, którego poszukiwania przez kilka dni śledziła cała Polska. Wiadomo już, co dokładnie zabezpieczono przy ciele filmowca w lesie pod Lubniewicami. To położyło kres krążącym w sieci domysłom.
- Przy ciele Witolda Płóciennika zabezpieczono plecak oraz telefon komórkowy
- Sekcja zwłok wykazała ostrą niewydolność oddechowo-krążeniową. Wykluczono udział osób trzecich
- W miejscu znalezienia ciała w rejonie jeziora Krzywe panuje niemal całkowity brak zasięgu sieci komórkowej
- Operator filmowy przed zaginięciem pracował nad serialem kryminalnym dla platformy Netflix
Przyczyna śmierci Witolda Płóciennika. Wyniki sekcji zwłok
Witold Płóciennik zmarł nagle, co potwierdziły oficjalne ustalenia biegłych z zakresu medycyny sądowej. Biegli wskazali na ostrą niewydolność oddechowo-krążeniową jako bezpośrednią przyczynę zgonu 56-latka. Przeprowadzona sekcja zwłok jednoznacznie wykluczyła udział osób trzecich, a także zamach samobójczy.
Ciało operatora nie nosiło żadnych śladów przemocy. Eksperci nie stwierdzili żadnych zewnętrznych ani wewnętrznych obrażeń, które mogłyby wskazywać na walkę czy nieszczęśliwy upadek. Sekcja, która potwierdziła te ustalenia, została przeprowadzona we wtorek, 8 września 2026 roku.
Tragiczny finał poszukiwań nastąpił w czwartek, 3 września 2026 roku. Zwłoki filmowca odnaleziono w kompleksie leśnym w pobliżu jeziora Krzywe na obrzeżach Lubniewic.
Facebook Lubuska Policja
Co Witold Płóciennik miał przy sobie w chwili odnalezienia ciała?
Wokół tajemniczego zniknięcia filmowca narosło w ostatnich dniach wiele domysłów. W mediach pojawiały się spekulacje, że artysta mógł w krytycznym momencie zgubić swoje rzeczy osobiste. Te wątpliwości zostały jednak całkowicie rozwiane przez prowadzących śledztwo.
W chwili odnalezienia ciała Witold Płóciennik posiadał przy sobie kluczowe przedmioty. Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim, Mariola Wojciechowska-Grześkowiak ucięła wszelkie plotki w wypowiedzi dla dziennika „Fakt”:
W czasie ujawnienia zwłok Witold P. telefon miał przy sobie, a plecak na sobie
Facebook Lubuska Policja
Brak zasięgu w okolicach jeziora Krzywe uniemożliwił wezwanie pomocy
Obecność telefonu komórkowego bezpośrednio przy ciele Witolda Płóciennika rodzi najbardziej poruszające pytania o dramatyczne próby ratunku. W leśnym rejonie, w którym odnaleziono zmarłego, kontakt ze światem zewnętrznym graniczy z cudem. Gęsty las i ukształtowanie terenu tworzą potężną barierę dla fal radiowych.
Warunki panujące w tej okolicy bezlitośnie uniemożliwiały sprawną łączność, co opisano w rozmowie z gazetą:
Tam właściwie tego zasięgu nie ma, co powoduje, że wykonanie połączenia telefonicznego jest praktycznie niemożliwe. Trzeba chodzić wkoło i próbować złapać zasięg, aby móc chociaż wysłać wiadomość, która i tak przychodzi z dużym opóźnieniem
Nawet sprawny aparat w kieszeni okazał się bezużyteczny w obliczu nagłego ataku choroby. Filmowiec znalazł się w miejscu, w którym wezwanie pogotowia ratunkowego było technicznie niewykonalne.
canva.com
Ostatni kontakt z bliskimi i poszukiwania w województwie lubuskim
Dramat rozpoczął się w sobotę, 29 sierpnia 2026 roku. To wtedy Witold Płóciennik po raz ostatni skontaktował się ze swoimi bliskimi. Przesłał wówczas rodzinie zdjęcia oraz krótką wiadomość znad jeziora Lubiąż, po czym wszelki kontakt nagle się urwał.
Z Lubniewic operator planował udać się do swojej matki w Zielonej Górze. Tam jednak nigdy nie dotarł.
W poszukiwania cenionego filmowca natychmiast zaangażowano ogromne siły. Przez cztery doby akcja ratunkowa była prowadzona z lądu, wody oraz powietrza. Służby wykorzystały wsparcie policjantów, strażaków, żołnierzy i leśników. Dołączyły do nich grupy poszukiwawcze oraz wolontariusze, korzystający ze śmigłowca, dronów, łodzi, quadów i psów tropiących.
Przed zaginięciem Witold Płóciennik przebywał w województwie lubuskim zawodowo. Filmowiec gościł w Gorzowie Wielkopolskim na planie nowego serialu kryminalnego produkowanego dla platformy Netflix. Operator pozostawił po sobie imponujący dorobek - był autorem zdjęć do takich produkcji jak „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, „Klangor”, „Kruk”, „Stulecie Winnych” czy „Zieja”. Środowisko filmowe straciło cenionego operatora, laureata nagród na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz Energa Camerimage.