W Gorzowie Wielkopolskim doszło do kuriozalnej kontroli drogowej, która błyskawicznie stała się hitem sieci. Policjanci z lubuskiej drogówki zatrzymali kierowcę, zarzucając mu jazdę 122 km/h na ograniczeniu do 70 km/h, jednak to zachowanie funkcjonariuszki wywołało największy skandal. Kobieta zaczęła wmawiać mężczyźnie, że korzystanie z Yanosika jest nielegalne, co nagrały kamery, a sprawa teraz trafi przed oblicze sądu.
- Aplikacja Yanosik jest w Polsce w pełni legalna, co potwierdzają oficjalne komunikaty Komendy Głównej Policji
- Kierowca stracił prawo jazdy na 3 miesiące za rzekome przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h
- Samochód w trybie awaryjnym ma mechaniczną blokadę prędkości do 90 km/h, co wyklucza pomiar 122 km/h
- Policja od lat współpracuje z twórcami aplikacji przy akcjach takich jak „Zwalniaj przy szkołach”
Przebieg kontrowersyjnej kontroli drogowej
Kierowca zatrzymany pod Gorzowem Wielkopolskim przez patrol drogówki w nieoznakowanym radiowozie z wideorejestratorem z pewnością nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Według funkcjonariuszy licznik wskazał 122 km/h. To o ponad 50 km/h więcej, niż pozwalały znaki na tym odcinku drogi.
Mężczyzna od razu przyznał policjantom, że korzystał z aplikacji Yanosik i doskonale wiedział o obecności patrolu w okolicy. Wtedy z ust funkcjonariuszki padły słowa, które wprawiły zatrzymanego w osłupienie. Zamiast skupić się na procedurze, policjantka postanowiła poruszyć temat oprogramowania w jego telefonie.
Czemu korzysta pan z Yanosika?
- dopytywała, po czym zaczęła wmawiać zaskoczonemu kierowcy, że taka aplikacja jest zakazana.
AKPA; instagram.com/bujak_mikolaj
CZYTAJ TAKŻE: Darmowe prawo jazdy od Karola Nawrockiego? Blanka Lipińska grzmi: "Co jeszcze damy za darmo?"
Samochód w trybie awaryjnym i zatrzymane prawo jazdy
Zatrzymany do kontroli kierowca stanowczo nie zgodził się z przedstawionym mu wynikiem pomiaru prędkości. Wyjaśniał funkcjonariuszom, że jego samochód znajduje się w trybie awaryjnym i nie pojedzie szybciej niż 90 km/h. Dodatkowo zwracał uwagę, że rzekomego pomiaru dokonano na odcinku zaledwie 100 metrów.
Tryb awaryjny to nie zwykła wymówka - to realna usterka. Elektronika auta w takim stanie ogranicza moc silnika i blokuje osiągi, by chronić jednostkę napędową przed dalszym uszkodzeniem. W praktyce oznacza to, że samochód fizycznie nie jest w stanie rozpędzić się do prędkości zarzucanej przez mundurowych.
Kierowca powoływał się na własne nagranie z kamerki samochodowej, które miało dowodzić, że radiowóz znajdował się w dużej odległości od jego auta. Policjanci odpierali te argumenty, twierdząc, że ich wideorejestrator posiada aktualną legalizację. Mundurowi byli nieugięci. Ponieważ odnotowano przekroczenie o ponad 50 km/h, policjanci odebrali mężczyźnie prawo jazdy na trzy miesiące. Zatrzymany odmówił przyjęcia mandatu karnego, co oznacza, że cała sprawa znajdzie swój finał na sali sądowej.
Czy aplikacja Yanosik jest w Polsce legalna?
Tymczasem nagranie z interwencji zyskało popularność w mediach społecznościowych. Zgodnie z obowiązującym prawem o ruchu drogowym używanie Yanosika oraz innych systemów ostrzegania jest w Polsce dozwolone. Jedyny warunek to nie trzymać telefonu w dłoni podczas jazdy.
Kuriozum całej sytuacji dopełnia fakt, że polska policja od lat oficjalnie współpracuje z twórcami tego systemu. Wspólne akcje profilaktyczne, takie jak "Zwalniaj przy szkołach", miały poprawiać bezpieczeństwo na drogach. A tu nagle funkcjonariuszka uznała współpracujące ze służbami narzędzie za zakazany program. Może pani policjantka pomyliła Yanosika z Enigmą, albo po prostu założyła, że każdy smartfon w zasięgu wzroku to narzędzie do szpiegowania mundurowych. W każdym razie jej wiedza o przepisach wymagałaby szybkiej aktualizacji, podobnej do tej, którą aplikacja robi co kilka dni.