Karol Nawrocki znalazł się w ogniu krytyki po szokujących ustaleniach dziennikarzy Newsweeka i Radia ZET. Z ustaleń dziennikarzy Radia ZET i Newsweeka wynika, że za oceanem oferowano komercyjny dostęp do polskiego przywódcy. Prywatna fundacja powiązana z obozem władzy sprzedawała ekskluzywne pakiety sponsorskie na szczyt w Nowym Jorku. Ceny za możliwość bezpośredniej rozmowy z głową państwa wahały się od 25 do nawet 100 tysięcy dolarów.
- Pakiet Platinum za 100 tys. dolarów miał gwarantować rozmowę jeden na jeden z Karolem Nawrockim
- Maile z ofertami rozsyłał minister z Kancelarii Prezydenta Karol Rabenda
- Tę organizację założyli dawni menedżerowie spółek Skarbu Państwa z czasów rządów PiS
- Jeszcze w czerwcu 2026 roku ta sama fundacja oferowała pakiety na konferencję w Warszawie za kwoty do 120 tys. złotych
Cennik za dostęp do głowy państwa
Prezydent Karol Nawrocki zaledwie kilka miesięcy temu gościł w Waszyngtonie, gdy media donosiły, że Karol Nawrocki leci na 80. urodziny Donalda Trumpa. Teraz jednak za oceanem wybuchła afera zupełnie innego kalibru. Gdy na jaw wyszły szczegóły Polish-American Economic Summit, internauci nie mają litości. Okazało się, że obecność głowy państwa trafiła do komercyjnego cennika Fundacji Centrum Strategii Rozwojowych.
Za najtańszy pakiet Silver żądano 25 tysięcy dolarów. W zamian oferowano wejście do szerszej strefy VIP i spotkanie w gronie ośmiu podmiotów. Pakiet Gold wyceniono na 50 tysięcy dolarów, kusząc kameralnym gronem. Najdroższy pakiet Platinum za 100 tysięcy dolarów miał zapewniać rozmowę w cztery oczy z prezydentem. Widocznie inflacja dotknęła nawet rynek audiencji u głowy państwa, choć trzeba przyznać, że fundacja wyceniła swój "towar" z prawdziwie amerykańskim rozmachem.
Po publikacji w sieci zawrzało, a opozycja zareagowała bardzo ostro. Politycy wprost pytają o granice monetyzacji najważniejszego urzędu w państwie.
Aż się wierzyć nie chce, że można tak bezczelnie monetyzować urząd Prezydenta
- skomentował poseł Marcin Kierwiński.
Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej na sprzedaż?
- pytał bez ogródek poseł Tomasz Trela.
Skoro spotkanie z prezydentem kosztuje 100 tysięcy dolarów, to czy jest osobny cennik dla weta?
- zakpił europoseł Borys Budka.
Wizyta Karola Nawrockiego w USA, 2026 (zdjęcie ilustracyjne) / Fot. prezydent.pl
Ludzie PiS i tajemnicza fundacja
Karol Nawrocki otacza się ludźmi, których przeszłość w Fundacji Centrum Strategii Rozwojowych budzi dziś spore emocje. Organizację tworzy kadra zarządzająca państwowymi gigantami z okresu premierostwa Mateusza Morawieckiego. Wielu z nich płynnie przeszło do rad doradczych przy prezydencie Nawrockim. Prezesem zarządu CSR jest Paweł Ernst, były doradca w KGHM i wiceprezes Fundacji KGHM, zasiadający w prezydenckiej Radzie do spraw Młodzieży.
Z kolei radzie fundacji przewodniczy Marcin Chludziński, niegdyś stojący na czele Agencji Rozwoju Przemysłu oraz KGHM, a obecnie członek Rady Gospodarczej przy Prezydencie. To właśnie on był wskazywany przez informatorów jako główny organizator amerykańskiego szczytu.
Co ciekawe, to nie pierwsza taka komercyjna inicjatywa tej instytucji. Jeszcze w czerwcu 2026 roku podczas warszawskiej konferencji Poland Future Summit fundacja również kusiła sponsorów. Wtedy pakiety nazwano z wojskowa nutą: Tactical Advisor kosztował 40 tysięcy złotych, Operational Commander 80 tysięcy, a Strategic Architect aż 120 tysięcy złotych.
Wizyta Karola Nawrockiego w USA, 2026 (zdjęcie ilustracyjne) / Fot. prezydent.pl
Reakcja Kancelarii Prezydenta
Karol Nawrocki może mieć twardy orzech do zgryzienia, bo w całą sprawę bezpośrednio zamieszany jest prezydencki minister Karol Rabenda. Dziennikarze ujawnili, że to z jego oficjalnego adresu mailowego rozsyłano zaproszenia do wielkich korporacji. W wiadomościach zachęcano do udziału w szczycie, a po dalsze szczegóły odsyłano prosto do fundacji CSR.
Sama fundacja wydała oświadczenie, próbując gasić wizerunkowy pożar. Przedstawiciele CSR zapewnili, że żadna z firm nie wykupiła najdroższego pakietu za niebagatelną kwotę 100 tys. USD. Dodali również, że umowy sponsorskie nie przewidywały audiencji u prezydenta, a fundacja nie ma prawa rozporządzać kalendarzem głowy państwa. Mimo tych zapewnień niesmak pozostał, a pytania o kupczenie czasem najważniejszej osoby w państwie wciąż czekają na odpowiedź.