Program „Nasz nowy dom” to od lat absolutny hit Polsatu, który jednak wciąż budzi skrajne emocje. Widzowie zachodzą w głowę: czy to fizycznie możliwe, by w 120 godzin zmienić ruinę w pałac? Produkcja, architekci i ekipa budowlana w końcu przerywają milczenie. Okazuje się, że telewizyjna magia ma swoje brutalne reguły, o których mało kto wie.
Mordercze tempo i praca pod osłoną nocy. Tak wygląda rzeczywistość na planie Polsatu
Kiedy ekipa wchodzi na plan, zaczyna się prawdziwy wyścig ze śmiercią – przynajmniej dla harmonogramu. Tu nie ma miejsca na kawę i papierosa, zegar tyka bez litości. Na planie nie pracuje „Pan Wiesio ze szwagrem”, ale potężna armia fachowców, dla których pytanie, ile trwa remont w Naszym nowym domu, to pytanie o granice ludzkiej wytrzymałości. Robota wre tam dosłownie 24 godziny na dobę.
System zmianowy sprawia, że dom nigdy nie śpi — gdy hydraulicy kończą kłaść rury, wchodzą tynkarze, a zaraz po nich malarze. Kierownik budowy musi zarządzać tym chaosem niczym generał na wojnie, a lokalne firmy traktują to często jako ostateczny test przetrwania. To morderczy wysiłek i rygor niemal wojskowy, którego nie widać w zmontowanym, radosnym odcinku w telewizji.
AKPA
Co dzieje się, zanim wejdzie ekipa? „Magia” zaczyna się wcześniej
Wielu naiwnych widzów myśli, że Elżbieta Romanowska przyjeżdża, rzuca słynne hasło i dopiero wtedy ktoś zaczyna myśleć, co zrobić ze ścianami. Nic bardziej mylnego – to czysta telewizyjna iluzja. To, co widzimy na ekranie, to finał wielomiesięcznej walki z biurokracją, urzędami i sprawdzaniem fundamentów.
Domy zgłoszone do programu są szczegółowo prześwietlane na długo przed startem nagrań pod kątem prawnym i technicznym. Architekci muszą wiedzieć wcześniej, z czym przyjdzie im się mierzyć, by nie doszło do katastrofy budowlanej. Elżbieta Romanowska remonty firmuje twarzą, ale za nią stoi sztab ludzi dbających o to, by w poniedziałek rano na placu boju nie zabrakło płytek czy zaprawy.
Eksperci ucinają spekulacje. „To nie jest fuszerka, to technologia”
W sieci wciąż huczy od pytań, czy tynki nie odpadną po tygodniu, bo nie zdążyły wyschnąć. Architekci tacy jak Martyna Kupczyk czy Maciej Pertkiewicz nie sypiają po nocach, poprawiając projekty w ostatniej chwili, by wszystko pasowało co do milimetra. Tu nie ma miejsca na błąd, a prawo budowlane jest traktowane śmiertelnie poważnie.
Na budowie stosuje się szybkoschnące materiały budowlane najwyższej jakości i przemysłowe osuszacze, które pracują na okrągło. Choć fani wciąż tęsknią za czasami, gdy program prowadziła Katarzyna Dowbor, technologia poszła do przodu i pozwala na cuda. Architekci zapewniają, że to nie jest fuszerka, a precyzyjna inżynieria, która ma służyć rodzinom przez lata.
Internauci podzieleni. „Wierzyć się nie chce” kontra „Widziałem na własne oczy”
Mimo zapewnień produkcji, w internecie wciąż wrze, a pod każdym postem ścierają się dwa wrogie obozy. Sceptycy nie zostawiają na formacie suchej nitki, węsząc spisek.
To jest fizycznie niemożliwe, żeby wylewka wyschła w jeden dzień. U mnie schła tydzień! To musi być jakaś ściema pod publiczkę i pic na wodę fotomontaż.
Z drugiej strony, głos zabierają sąsiedzi rodzin, które brały udział w programie, i ich relacje są bezlitośnie szczere.
Mój sąsiad miał ten remont. Syf, kiła i mogiła przez 5 dni na całej ulicy, hałas jak na wojnie, ale chata po wszystkim wygląda jak z żurnala. Szok i niedowierzanie!
Niezależnie od tego, czy wierzymy w magię telewizji, czy szukamy dziury w całym, efekt jest porażający. Niezależnie od tego, ile prawdy jest w magicznych 5 dniach, finał zawsze wyciska łzy. I to jest jedyna „ustawka”, którą widzowie są w stanie wybaczyć.