Michał Szpak w szczerej rozmowie z Żurnalistą wrócił pamięcią do szalonych lat po finale „X Factora”. Artysta wyznał bez ogródek, że choć zarabiał wtedy krocie za każdy występ, szybko zderzył się z brutalną rzeczywistością i bolesnym dołkiem finansowym. W pewnym momencie na wynajem mieszkania zostały mu ostatnie dwa tysiące złotych.
- Michał Szpak po „X Factorze” inkasował krocie. Za pojedynczy koncert otrzymywał około 30 tysięcy złotych
- Wokalista uplasował się tuż za Gienkiem Loską w finałowym starciu pierwszej edycji
- Po fali sukcesów artysta zmierzył się z kryzysem finansowym. Na wynajem mieszkania zostały mu dwa tysiące złotych
- W podcaście u Żurnalisty gwiazdor przyznał, że w tragicznych losach Violetty Villas dostrzega własne życie
Michał Szpak i astronomiczne zarobki po programie X Factor
Michał Szpak wtargnął do polskiego show-biznesu niczym barwny ptak. Kiedy pojawił się na castingu do pierwszej edycji programu „X Factor”, wzbudził ogromne poruszenie. Długie kręcone włosy, makijaż, pomalowane paznokcie oraz wyrazista biżuteria wywołały początkowo drwiny na widowni i spore zwątpienie wśród jurorów. Wszystko zmieniło się w ułamku sekundy, gdy zaśpiewał utwór „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena. Zajął drugie miejsce, ustępując na podium jedynie Gienkowi Losce.
Po zakończeniu telewizyjnego show rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo, a wraz z nim gigantyczne stawki koncertowe. Szpak w podcaście Żurnalisty zdradził kulisy tamtego okresu. Pieniądze płynęły wówczas szerokim strumieniem, a on sam poczuł smak życia prawdziwej gwiazdy rocka – choć w polskich realiach ten rock'n'roll rzadko przewiduje pakiet emerytalny.
„Z 30 tysięcy myślę. Woziliśmy z zespołem całe walizki wypchane pieniędzmi. To było tak niedawno, a to był tak zupełnie inny czas w świecie i w tym, jak funkcjonowała Polska. Wspaniały to był czas. Naprawdę cieszę się, że takiego rock and rolla mogłem poczuć przynajmniej przez tę chwilę, bo to później wszystko się zmieniło. Te początki były mega dzikie i to było bardzo filmowe” - Michał Szpak
AKPA
Bolesny upadek i pustka na koncie Michała Szpaka
Niestety, show-biznes bywa bezwzględny, a złote czasy potrafią skończyć się z dnia na dzień. Po intensywnym boomie koncertowym telefon nagle przestał dzwonić, a wystawne życie i walizki z gotówką przeszły do historii. Szpak musiał zmierzyć się z martwym okresem w karierze, który przyniósł dotkliwy kryzys finansowy.
Rzeczywistość uderzyła ze zdwojoną siłą, gdy oszczędności zaczęły topnieć w zastraszającym tempie. Z gwiazdy rozchwytywanej przez stacje telewizyjne stał się człowiekiem drżącym o kolejny miesiąc.
„Był moment, w którym zostały mi dwa ostatnie tysiące na wynajem mieszkania i to był koniec” - Michał Szpak
AKPA
Powrót na szczyt i cena sławy
Michał Szpak zdołał jednak podnieść się z finansowego dołka i udowodnił swój nieprzeciętny talent. Jego album „Byle być sobą” pokrył się podwójną platyną. Reprezentując Polskę na Konkursie Piosenki Eurowizji w Sztokholmie z piosenką „Color of Your Life”, wywalczył 8. miejsce w finale oraz 3. miejsce w głosowaniu widzów. Wokalista odnalazł się też w roli mentora w „The Voice of Poland”, udowadniając, że z fotela jurora świat wygląda jednak nieco stabilniej niż z perspektywy topniejących oszczędności. Wcześniej Michał Szpak publicznie opowiadał o wolności i byciu wiernym sobie, lecz wczesna sława zostawiła w nim trwałe ślady.
Podczas głośnego wywiadu muzyk wyznał, że młodzieńczy sukces odebrał mu dawną otwartość i narzucił bolesną samotność. Artysta nagrał nową wersję utworu „Do Ciebie, mamo” w duecie z odrestaurowanym głosem Violetty Villas na potrzeby filmu biograficznego i nie ukrywa, że w jej skomplikowanej historii widzi własne losy.
„Zmieniło mnie to może w kontekście takim, że już nie jestem taki otwarty do ludzi. Mam jakiś rodzaj dystansu i, żebym mógł komukolwiek zaufać, potrzebuję o wiele więcej czasu, co spowodowało, że jest to pewnego rodzaju izolacja. Ja sam na sobie wywieram trochę presję, że mnie już pewnych rzeczy nie wypada robić” - Michał Szpak
Historia Szpaka pokazuje drugą stronę życia celebrytów. Podobną otwartością wykazała się ostatnio Karolina Gilon, która opowiedziała o swoim domowym budżecie po stracie pracy w telewizji. Okazuje się, że nawet największy blichtr nie chroni przed zderzeniem z prozą życia.