Miał być uścisk dłoni, uśmiechy do aparatów i świąteczna atmosfera. Zamiast tego mamy prezent, którego białoruskie służby nie musiały nawet szukać – dostały go podanego na tacy. Oficjalna wizyta prezydenta Karola Nawrockiego na granicy zakończyła się potężnym skandalem, gdy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego opublikowało zdjęcia z mapami operacyjnymi. W sieci zawrzało, a legendarny dowódca GROM, gen. Roman Polko, nie zostawia na urzędnikach suchej nitki.
Wigilijny opłatek i... darmowy wywiad dla Mińska. Co tak naprawdę było na stole?
Wszystko miało wyglądać profesjonalnie. Prezydent Karol Nawrocki oraz szef BBN Sławomir Cenckiewicz pojawili się na wschodniej granicy, by w Wigilię wesprzeć żołnierzy. Jednak PR-owy sukces szybko zamienił się w wizerunkową katastrofę, gdy do sieci trafiły oficjalne zdjęcia. W tle, za plecami najważniejszych osób w państwie, widoczne były mapy operacyjne. Dla laika to tylko kolorowe plansze, ale dla wrogiego wywiadu to "kopalnia wiedzy" o rozmieszczeniu naszych wojsk i punktów wsparcia.
Eksperci łapią się za głowy, a oficerowie kontrwywiadu wskazują na dramatyczne konsekwencje tej beztroski. To, co zobaczyliśmy, może mieć realny wpływ na bezpieczeństwo granic. Jeden z oficerów stawia sprawę jasno i brutalnie:
Wgląd w taką mapę to bezcenny prezent dla Białorusinów, którzy prowadzą operację przerzucania nielegalnych migrantów do Polski. Dzięki tym danym wiedzą, gdzie są posterunki wojskowe, a gdzie ich nie ma. Teraz przemytnicy wiedzą, gdzie mogą bezpiecznie odbierać migrantów
x.com/bbn_pl
Gen. Polko nie gryzie się w język. „To jest szok”
Głos w sprawie zabrał gen. Roman Polko, były dowódca elitarnej jednostki GROM, który doskonale wie, jak bolesne w skutkach mogą być wycieki informacji. Wojskowy nie kryje oburzenia hipokryzją władz. W sytuacji, gdy państwo regularnie apeluje do zwykłych obywateli o niepublikowanie zdjęć kolumn wojskowych czy transportów sprzętu, instytucja odpowiedzialna za bezpieczeństwo państwa sama wystawia swoje tajemnice na widok publiczny.
Dla mnie to jest szok, że takiego ujawnienia dokonuje instytucja odpowiedzialna za bezpieczeństwo państwa. Natychmiast powinni to usunąć
Generał Polko punktuje amatorszczyznę urzędników, podkreślając, że przed wpuszczeniem fotoreporterów ustala się strefy bezpieczne. Tutaj tego zabrakło. Wtóruje mu gen. Mirosław Różański, który wprost mówi o kompromitacji.
Prezydent może się nie znać, szef BBN powinien, ale od oficerów mamy prawo wymagać znajomości prawa w zakresie zarządzania informacjami wrażliwymi. Publikowanie zdjęć z mapami informującymi o operacji kompromituje osoby na zdjęciu
Twarze żołnierzy jak na tacy. Urzędnicy zapomnieli o podstawach?
Eksperci od OSINT (białego wywiadu) zacierają ręce, pokazując, jak łatwo można wykorzystać takie wpadki. Ale mapy to tylko wierzchołek góry lodowej. Na zdjęciach widać wyraźnie twarze żołnierzy służących na pierwszej linii. W dobie cyfrowej inwigilacji ochrona wizerunku żołnierzy powinna być priorytetem, a nie opcją. Oficer kontrwywiadu przytacza mrożące krew w żyłach przykłady, jak takie błędy kończyły się w przeszłości:
W Iraku mieliśmy sytuacje, gdy rodziny dostawały SMS-y z pogróżkami, by mężowie wracali do kraju. Dziś identyfikacja jest jeszcze prostsza. Dlatego apelujemy, by nie zamieszczać takich zdjęć w sieci. Kiedy patrzy się na beztroskę polityków promujących się na tle wojska, można się tylko złapać za głowę
prezydent.gov.pl
Mimo burzy, Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) idzie w zaparte, twierdząc w oficjalnych komunikatach, że mapy były jawne i "nie zawierały informacji wrażliwych". Tę urzędniczą nowomowę szybko weryfikują jednak sami żołnierze z granicy, którzy nie mają złudzeń co do skutków publikacji.
Na mapie widać strefy TRA. Jeśli są tam jakieś nasze punkty, to po publikacji mapy białoruskie drony dawno już je wykryły i obfotografowały z wszystkich możliwych stron
W dobie toczącej się tuż za miedzą wojny hybrydowej i napiętej sytuacji geopolitycznej, takie błędy to coś więcej niż wizerunkowa wpadka. To dowód na niebezpieczną amatorszczyznę w otoczeniu głowy państwa, która w realnym konflikcie mogłaby kosztować ludzkie życie.