Dla jednych to koniec upokorzeń w szpitalnych korytarzach i finansowego wykluczenia, dla innych – bolesny kompromis, który zostawia dzieci za burtą. Rząd Donalda Tuska położył karty na stół i przyjął długo wyczekiwany projekt ustawy. To nie są już tylko mgliste obietnice, ale konkretne przepisy, które zmienią życie tysięcy par. Jednak zanim otworzycie szampana, sprawdźcie drobny druk. Radość z przełomu miesza się z goryczą, bo z ustawy bezlitośnie wykreślono zapisy, na które czekały "tęczowe rodziny".
Koniec z czekaniem. Tusk i Kotula dowieźli projekt mimo oporu
To, co działo się w politycznej kuchni przed ogłoszeniem tej decyzji, przypominało thriller. Do ostatniej chwili nie było pewne, czy konserwatywne skrzydło koalicji nie zablokuje zmian. Ostatecznie, po miesiącach nerwowych negocjacji i groźbie paraliżu, rząd przyjął projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku. Nazwa jest długa i skomplikowana, ale cel jeden: przetrwanie w parlamencie.
Premier Donald Tusk nie owija w bawełnę. Wprost przyznaje, że kształt ustawy to efekt chłodnej kalkulacji i lęku przed odrzuceniem projektu przez posłów.
Nazwa jest dość skomplikowana i nie ukrywamy, że jest pochodną wielu dyskusji, debat i negocjacji, których celem było uzyskanie projektu z szansą na większość w parlamencie
Szef rządu stawia sprawę jasno – to pragmatyzm dyktował warunki, a nie marzenia o idealnym prawie.
Zdaję sobie sprawę, że nikt nie będzie zadowolony, ale jest to minimum cywilizacyjne, na które Polskę musi być stać
Ciężar walki o ten projekt wzięła na siebie Katarzyna Kotula, sekretarz stanu w KPRM. To ona musiała "dowieźć" ustawę, lawirując między oczekiwaniami społeczności LGBT a oporem koalicjantów.
To historyczny moment, dlatego że nigdy ustawa, która regulowałaby kwestie związków nieformalnych nie znalazła większości w Sejmie i Senacie
facebook.com/nawrocki25; instagram.com/kotula_katarzyna
Czytaj więcej: Anna Kaczmar wzięła ślub z kobietą. Panny młode wyglądały zjawiskowo [galeria]
Portfel, zdrowie i notariusz. Konkrety na stole
Odłóżmy na bok polityczne emocje i zajrzyjmy do portfeli, bo tu zmiany są rewolucyjne. Nowe przepisy kończą z traktowaniem partnerów jak obcych ludzi przez urzędy skarbowe i szpitale. Aby skorzystać z praw, trzeba będzie udać się do notariusza, zawrzeć umowę o wspólnym pożyciu, a następnie zarejestrować ją w urzędzie stanu cywilnego. Daleko więc temu rozwiązaniu od chociażby tak preferowanego ostatnio przez polskie gwiazdy małżeństwa rzymskiego.
Oto co konkretnie zyskają pary dzięki nowej ustawie:
- Koniec podatku od spadków i darowizn – partnerzy będą traktowani jak najbliższa rodzina (zerowa grupa podatkowa).
- Wspólne rozliczanie się z fiskusem – jeśli partnerzy zawrą wspólność majątkową, zyskają możliwość łączenia dochodów w PIT.
- Prawo do informacji medycznej – koniec z kombinowaniem w szpitalu; ustawa gwarantuje dostęp do wiedzy o stanie zdrowia partnera.
- Obowiązek alimentacyjny – możliwość ustanowienia alimentów na wypadek rozstania.
- Prawo do pochówku – decyzyjność w najtrudniejszych chwilach, która dotychczas była zarezerwowana tylko dla krewnych.
Warto pamiętać o jednym: zawarcie takiej umowy w USC zablokuje możliwość wzięcia ślubu z inną osobą. To rozwiązanie "na wyłączność".
instagram.com/krzysztof.smiszek
Tęczowe rodziny muszą przełknąć gorzką pigułkę. Dzieci zostawione za burtą
Prawdziwa burza zaczyna się jednak tam, gdzie kończą się pieniądze, a zaczyna rozmowa o rodzinie. Z projektu rządowego bezlitośnie wykreślono to, co dla wielu par jednopłciowych było najważniejsze – kwestię dzieci. W ustawie nie znajdziemy ani słowa o małej pieczy zastępczej, czyli prawie do opieki nad niebiologicznym dzieckiem partnera, z którym wychowuje się je na co dzień.
To cena, jaką Katarzyna Kotula musiała zapłacić za szansę na przegłosowanie ustawy. Ministra broni jednak efektu końcowego, przekonując, że alternatywą był brak jakichkolwiek regulacji.
Ta ustawa nie jest ogryzkiem, realnie gwarantuje bezpieczeństwo i ochronę prawną osób żyjących w związkach jednopłciowych i hetero"
Jednocześnie Kotula przyznaje, że jest to projekt "koncyliacyjny". Środowiska LGBT czują niedosyt, wskazując, że bez uregulowania statusu dzieci, ich bezpieczeństwo wciąż wisi na włosku.
Szukaliśmy dobrego, kompromisowego, ale godnego rozwiązania
– tłumaczy Kotula, dodając, że priorytetem było znalezienie większości w Sejmie, której inne, ambitniejsze projekty nigdy nie miały.
Styczeń miesiącem prawdy. Czy prezydent postawi kropkę nad "i"?
Przyjęcie projektu przez rząd to dopiero początek legislacyjnego rollercoastera. Pierwsze czytanie w Sejmie zaplanowano wstępnie na styczeń. Premier Donald Tusk zapewnia:
Jesteśmy w stanie przegłosować to w polskim parlamencie, jest na to bardzo realna szansa
Wielką niewiadomą pozostaje jednak finał tej batalii. Nawet jeśli Sejm i Senat dadzą zielone światło, ustawa trafi na biurko Prezydenta Karola Nawrockiego. Czy głowa państwa zdecyduje się podpisać dokument, który omija kontrowersje adopcyjne i skupia się na "życiowych konkretach"? Czy Polska jest gotowa na to "minimum cywilizacyjne", czy polityczne gry znów wezmą górę nad ludzkim bezpieczeństwem? Najbliższe tygodnie pokażą, czy ten historyczny moment nie zamieni się w historyczne rozczarowanie.