Piotr W. i "filmowcy" z Bollywood. Były wiceminister PiS oskarżony ws. afery wizowej

Piotr W. i "filmowcy" z Bollywood. Były wiceminister PiS oskarżony ws. afery wizowej

Piotr W. i "filmowcy" z Bollywood. Były wiceminister PiS oskarżony ws. afery wizowej

Wiki Commons, canva.com

To koniec pewnej ery i bolesny upadek z wysokiego stołka. Afera, która zamieniła korytarze MSZ w plan taniego filmu sensacyjnego, znajduje swój finał w sądzie. Były wiceminister, który miał strzec polskich granic, teraz sam musi drżeć o swoją wolność. Dyplomacja w cieniu korupcji jeszcze nigdy nie była tak blisko krat, a kulisy procederu porażają bezczelnością.

Reklama

Mechanizm, który wstrząsnął MSZ. Niebezpieczna gra pod nosem służb

Prokuratura Krajowa rzuca na stół najcięższe karty, a akt oskarżenia brzmi jak wyrok dla politycznej kariery Piotra W. (Wawrzyka). Śledczy nie mają wątpliwości – w gmachu MSZ trwała niebezpieczna gra, a były wiceminister miał pociągać za sznurki. Zarzuty są miażdżące: przekroczenie uprawnień, łamanie procedur i ujawnianie tajemnic służbowych.

To funkcjonariusze CBA jako pierwsi wpadli na trop układu, który działał tuż pod nosem najważniejszych osób w państwie. Choć z ustaleń wynika, że Piotr W. nie brał gotówki do ręki, stworzył on autostradę do nielegalnego zarobku dla swojego współpracownika.

Piotr W. za działania te nie otrzymywał korzyści majątkowej. Według zarzutu działał natomiast w celu osiągnięcia przez Edgara K. korzyści majątkowych (w kwocie 400-500 zł za każdego sprowadzonego cudzoziemca) oraz w celu osiągnięcia przez cudzoziemców korzyści osobistych związanych z uzyskaniem wiz

– punktuje bezlitośnie Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Krajowej.

Zarzucany proceder polegał na ręcznym sterowaniu wydawaniem wiz. Nieformalne listy nazwisk krążyły poza oficjalnym obiegiem, a urzędnicy mieli "przykaz" przymykania oka na procedury.

Jarosław Kaczyński, Piotr Wawrzyk w Sejmie siedzą Pawel Wodzynski/East News

Czytaj także: Znany jest majątek Piotra "Muppeta". Nieźle się dorobił i jest bardzo bogatym człowiekiem

Edgar K. i "Bollywood". Statyści za miliony

Prawdziwa bomba wybuchła jednak, gdy Edgar K., prawa ręka wiceministra, zaczął "sypać". To, co ujawnił, brzmi jak scenariusz kiepskiej komedii kryminalnej. Młody współpracownik ministra zorganizował gigantyczny kanał przerzutowy pod przykrywką... kręcenia filmów.

Cudzoziemcy z Indii, Nepalu czy Filipin udawali ekipy filmowe z Bollywood, by dostać się do strefy Schengen. W rzeczywistości za tymi "produkcjami" stały setki tysięcy złotych łapówek i marzenie o wjeździe do Europy. Skala procederu jest porażająca – mowa o ponad 600 osobach, które skorzystały z usług "płatnej protekcji".

Według aktu oskarżenia Edgar K. podjął się pośrednictwa w sprawach wizowych co najmniej kilkuset cudzoziemców (ponad 600 osób), w szczególności obywateli Indii, Nepalu, Tajlandii i Filipin, za co przyjął korzyści majątkowe o łącznej wysokości kilkuset tysięcy złotych, w tym w walutach obcych

– relacjonują śledczy. Edgar K. przyznał się do winy i współpracuje, co stawia pozostałych oskarżonych pod ścianą.

Piotr Wawrzyk Wiki Commons

"To nie koniec". Burza po słowach ministra

Minister sprawiedliwości nie zamierza milczeć. Jego słowa na platformie X wywołały prawdziwą burzę i sugerują, że to dopiero wierzchołek góry lodowej. Waldemar Żurek jasno daje do zrozumienia, że wymiar sprawiedliwości nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Wątek główny dotyczy pośrednictwa przy uzyskiwaniu wiz dla setek cudzoziemców w zamian za korzyści majątkowe. Śledztwo w sprawie afery wizowej jest wielowątkowe. Dotychczas zarzuty popełnienia przestępstw przedstawiono 11 osobom. To nie koniec

– napisał w sieci minister, zapowiadając kolejne kroki.

Afera, która wybuchła latem ubiegłego roku, wciąż zatacza coraz szersze kręgi, a raporty komisji śledczej o "rozszczelnieniu systemu" tylko dolewają oliwy do ognia.

10 lat więzienia i koniec kariery. Upadek na dno

Finał tej historii rozegra się na sali sądowej, a stawka jest brutalna. Piotrowi W., który jeszcze niedawno brylował na salonach dyplomacji, grozi teraz aż 10 lat więzienia. Taka sama kara wisi nad byłymi dyrektorami departamentu konsularnego, Marcinem J. i Beatą B.

Były wiceminister idzie w zaparte. Twierdzi, że jego naciski były jedynie "działaniami o charakterze informacyjnym lub organizacyjnym".

Piotr W. wyjaśnił, iż jego działania mieściły się w zakresie nadzoru nad pionem konsularnym (...) Marcin J. wyjaśnił, że działał na polecenie ministra Piotra W., nie ingerował w merytoryczne decyzje konsulów

– czytamy w aktach sprawy.

Czy sąd uwierzy w wersję o niewinnych poleceniach służbowych w obliczu zeznań "skruszonego" Edgara K.? I najważniejsze pytanie, które zadają sobie dziś Polacy: Czy to możliwe, że system był tak nieszczelny, czy to po prostu brak hamulców u ludzi władzy?

Piotr Wawrzyk był bohaterem memów po słynnej aferze w jego pracy! Przypominamy najlepsze! Zobacz galerię!
Źródło: Facebook.com/Sekcjagimnastyczna
Reklama
Reklama